Zginęła z mamą w ataku Iranu. Jej dzieci wydobyli spod gruzów
Rakieta z Iranu uderzyła w niedzielę (1 marca) w miejscowości Bet Szemesz, zabijając dziewięć osób. W izraelskich mediach pojawiają się informacje, kto zginął w ataku. Wśród ofiar była 45-letnia Ronit Elimelech. Kobieta zginęła ze swoją matką. Jej dzieci cudem ocalały.
Iran w odwecie za sobotni atak izraelsko-amerykański uderza w cele znajdujące się w krajach Bliskiego Wschodu. W niedzielęTeheran uderzył rakietą w Bet Szemesz, miejscowość znajdującą się nieopodal Jerozolimy. Zniszczeniu uległy synagoga, domy mieszkalne i część schronu. Zginęło 9 osób, prawie 30 zostało rannych.
"Times of Israel" donosi, kim były ofiary niedzielnego ataku. Była wśród nich Ronit Elimelech, 45-letnia wolontariuszka w służbie ratunkowej United Hatzalah. Kobieta zginęła razem ze swoją matką, Sarą.
Jak przekazała organizacja United Hatzalah, Ronit i jej troje dzieci przebywało w domu jej matki. Gdy usłyszeli syreny, zeszli do schronu znajdującego się pod synagogą. Doszło do ataku rakietowego, którego Ronit i jej mama nie przeżyli. Ratownicy wydobyli spod gruzów dwoje dzieci Elimelech i przewieźli je do Szpitala Hadassah Ein Kerem w Jerozolimie. Trzecie dziecko nie odniosło żadnych obrażeń. Przeżył również ojciec Ronit.
Prezes United Hatzalah Eli Beer ujawnił, że Ronit była wolontariuszką organizacji na prośbę swojego syna. Był to prezent z okazji jego 11. urodzin. "Itamar był bardzo dumny ze swojej mamy" - napisał we wpisie. United Hatzalah to największa organizacja świadcząca bezpłatne usługi medyczne w ramach wolontariatu na terenie całego Izraela. Wolontariusze pomagają w nagłych przypadkach do momentu przybycia profesjonalnych służb.
Jak podaje "Times of Israel", najmłodsza ofiara ataku w Bet Szemesz miała 16 lat.