Stracił dowód i został "prezesem" czterech spółek. Teraz ściga go ZUS

Mieszkaniec Lubina po utracie dowodu odkrył, że figuruje jako szef kilku spółek w Niemczech. Jak donosi serwis Interwencja, musiał nie tylko odpierać zarzut podatkowy na 360 tys. zł, a teraz dostał wezwanie z ZUS na kolejne 112 tys. zł.

Zgubiony dowód stał się początkiem koszmaruZgubiony dowód stał się początkiem koszmaru
Źródło zdjęć: © Getty Images | ZipZapic.com
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Pan Krzysztof po utracie dowodu w 2015 r. zastrzegł dane, ale w 2019 r. dostał pismo z Berlina.
  • Według doniesień figurował jako prezes czterech spółek w Niemczech, choć nigdy tam nie prowadził działalności.
  • Po umorzeniu sprawy o 360 tys. zł rodzina dostała nowe wezwanie z ZUS na 112 tys. zł zaległych składek.

Państwo Siadkowscy z Lubina mówią, że przed całą sprawą prowadzili spokojne życie i nigdy nie byli za granicą. Według doniesień problemy zaczęły się w 2015 r., gdy pan Krzysztof stracił dowód osobisty. Jak relacjonuje, zgłosił sprawę i zastrzegł dane, więc był przekonany, że to zamyka temat.

Przełom przyszedł dopiero w 2019 r. Wtedy mężczyzna dostał list z urzędu skarbowego w Berlinie dotyczący unikania podatku dochodowego na kwotę ponad 360 tys. zł. Kiedy zaczął sprawdzać szczegóły w internecie, odkrył, że widnieje jako prezes czterech berlińskich spółek, choć nie miał z nimi nic wspólnego.

Rzucił się na policjanta z kastetem. Chwilę później był już w rękach funkcjonariuszy

Cztery spółki w Berlinie i pytania o notariuszy

- Musiało dojść ewidentnie do przestępstwa, fałszerstwa, posłużenia się czyimś dowodem - ocenił prawnik Paweł Osiński w rozmowie z dziennikarzami "Interwencji". Jak dodał, sprawcy mogli celowo pójść do czterech różnych notariuszy, by rozproszyć ryzyko i utrudnić wykrycie schematu. Według niego weryfikacja tożsamości była błędna.

Sprawą zainteresował się dyrektor finansowy zakładu pracy pana Krzysztofa. Dzięki temu poszkodowany dostał wsparcie niemieckiego prawnika, który próbował wykreślić go z tych spółek. W tym samym czasie do rodziny miał przyjść mężczyzna z propozycją od osób powiązanych ze sprawą, by zrezygnować z adwokata w zamian za pieniądze.

Nowe wezwanie z ZUS i wysokie koszty obrony

Żona pana Krzysztofa relacjonuje też, że później w drzwiach i skrzynce znalazła kartki z napisem: "Kontakt w sprawie firmy niemieckiej". Rodzina zgłosiła sprawę policji. Ostatecznie, dzięki niemieckiemu prawnikowi, w 2022 r. udało się umorzyć postępowanie dotyczące wyłudzenia podatku na 360 tys. zł.

Kilka tygodni temu pojawił się jednak kolejny problem. Pan Krzysztof dostał pismo windykacyjne z ZUS w Kluczborku z żądaniem zapłaty ponad 112 tys. zł zaległych składek chorobowych, w tym 49 tys. zł odsetek. Jak mówi, zapłacił już 18 tys. zł za 15 godzin pracy prawnika, a cała obrona w Niemczech może kosztować od 60 do 100 tys. zł.

Tak naprawdę z tym wszystkim zostałem sam – komentuje poszkodowany w rozmowie z interwencją.
Wybrane dla Ciebie