Produkty spożywcze, po których trzeba uważać na słońce
Ciekawe czy to życie się komplikuje, czy to my komplikujemy swoje życie. Tak czy inaczej, istnieją produkty, po kontakcie, z którymi lepiej nie wychodzić na słońce. Kilka popularnych warzyw, owoców oraz ziół zamienia letni dzień w bolesne wspomnienie. Warto poznać ten temat, tym bardziej że słońca jest coraz więcej.
Wystarczy zostawić na dłoniach sok z limonki albo obrać sporą porcję selera, a potem wyjść na mocne słońce, żeby pojawiło się pieczenie oraz brązowe plamy. To nie wina samego promieniowania. Pewne związki z jedzenia wzmacniają reakcję skóry na światło, a problem dotyczy spożycia i pozostałości na skórze. Warto wiedzieć, które produkty wymagają ostrożności oraz jak prosto się przed tym zabezpieczyć.
Furanokumaryny to nie nowość
Furanokumaryny, czyli psoraleny, to naturalne związki, które rośliny wytwarzają w obronie przed szkodnikami. Bez światła UV nie są szkodliwe. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy trafią na skórę albo do organizmu, a potem dotrze do nich promieniowanie UVA, czyli ta część światła słonecznego, która przenika przez chmury oraz szyby. Pobudzone psoraleny wnikają do komórek skóry i łączą się z ich DNA. Taki proces uszkadza komórki naskórka i wywołuje reakcję przypominającą oparzenie. Pojawia się zaczerwienienie, pieczenie, czasem pęcherze, a po kilku dniach brązowe przebarwienia. Nie jest to alergia, bo przy odpowiedniej ilości związku oraz dawce słońca reakcja wystąpi u każdego.
Seler, pietruszka oraz pasternak
Najwięcej furanokumaryn odziedziczyła rodzina selerowatych, czyli seler naciowy oraz korzeniowy, pietruszka, pasternak i koper. Rekordzistą jest seler, a tuż za nim pasternak, w którym poziom tych związków rośnie, gdy roślina zostanie uszkodzona albo zaatakowana przez pleśń. To naturalna obrona rośliny, więc stary lub nadpsuty seler jest groźniejszy od świeżego. Pod względem odżywczym są to warzywa lekkie. Łodyga selera naciowego ma około 16 kalorii w 100 gramach, a pasternak około 75 kalorii oraz sporo błonnika i potasu. Najwięcej zgłoszeń podrażnień dotyczy osób obierających je w dużych ilościach, na przykład w rolnictwie albo gastronomii. Znane są też przypadki mocnej reakcji po wypiciu dużej porcji soku z selera tuż przed solarium lub plażą.
Cytrusy, które gryzą na słońcu
W cytrusach nie jest winny sok ani miąższ, lecz skórka, a najbardziej olejek w niej zawarty. Najmocniej działa limonka, dlatego reakcję skóry nazwano nawet chorobą margarity, od koktajlu z limonką wyciskaną palcami w słońcu. Sporo tych związków zawiera też bergamotka, której olejek od dawna trafia do perfum oraz kremów. Brązowe smugi w miejscu psiknięcia opisywano kiedyś jako osobną przypadłość skóry. Skórka cytryny oraz grejpfruta działa podobnie, choć słabiej. Same owoce są lekkie i kwaśne, limonka ma około 30 kalorii w 100 gramach i dużo witaminy C, podobnie zresztą jak cytryna. Sok wypity do posiłku nikomu nie zaszkodzi. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy olejek ze skórki zostanie na dłoniach albo ustach, a potem spotka się ze słońcem.
Figi oraz mniej oczywiste źródła
W figach groźny jest mleczny sok z liści, ogonków oraz niedojrzałych owoców. Jest to gęsta biała substancja, z pomocą której drzewo broni się przed owadami. Najczęściej parzą się osoby zrywające owoce prosto z gałęzi albo parzące napar z liści figowca. Dojrzała figa kupiona w sklepie jest bezpieczna i wartościowa. Świeża ma około 74 kalorii w 100 gramach, a suszona nawet 250 kalorii oraz dużo błonnika, wapnia i potasu. Podobne związki kryją także zioła kuchenne, takie jak lubczyk oraz arcydzięgiel, który trafia do nalewek i likierów. Ostrożność warto zachować również przy zbieraniu na łące dzikich roślin baldaszkowatych, ponieważ niektóre z nich mają tych związków zdecydowanie więcej niż warzywa z grządki.
Dziurawiec w filiżance
W tym przypadku nie są winne furanokumaryny, lecz hiperycyna, czyli czerwony barwnik z kwiatów dziurawca. Trafia do organizmu przez napar, krople albo kapsułki, które są spożywane w celu poprawy nastroju, a czasem także przy problemach ze snem. Po wchłonięciu hiperycyna krąży we krwi i dociera do skóry. Pod wpływem słońca uwalnia tam reaktywne cząsteczki tlenu, które drażnią i uszkadzają komórki. Reakcja obejmuje wtedy całą odsłoniętą skórę, a nie tylko miejsce kontaktu. Mocniej odczuwają to osoby z jasną karnacją oraz pijące mocne napary lub stężone wyciągi. Sam napar nie ma kalorii. Warto pamiętać, że dziurawiec osłabia działanie wielu leków, dlatego przy ich stosowaniu lepiej skonsultować jego picie z lekarzem.
Kontakt zewnętrzny kontra wewnętrzny
Warto rozdzielić dwie zupełnie różne drogi. Najczęstsza to kontakt skóry z sokiem albo olejkiem, a potem wyjście na słońce. Tak powstaje fitofotodermatoza, czyli reakcja widoczna tylko tam, gdzie kapnął sok. Objawy pojawiają się z opóźnieniem, przeważnie po dobie albo dwóch, często w formie smug oraz odcisków palców, które po kilku dniach brązowieją i utrzymują się tygodniami. Druga droga to zjedzenie tych związków. W ten sposób jest dużo trudniej o reakcję, ponieważ normalna porcja sałatki, cytryny w wodzie albo selera w zupie ma ich zbyt mało. Opisane przypadki dotyczą ogromnych ilości, na przykład kilograma selera dziennie lub litrów stężonego soku. Dla zwykłego jedzenia większym zagrożeniem są więc dłonie niż konsumpcja, ale warto mieć to na uwadze.
Jak jeść i nie poparzyć się słońcem
Najprostsza ochrona to mycie. Po wyciskaniu cytrusów, obieraniu selera albo zrywaniu fig wystarczy umyć dłonie oraz skórę mydłem, ponieważ te związki są tłuste i sama woda ich nie zmywa. Najlepiej zrobić to nawet przed krótkim wyjściem na słońce, bo związki fototoksyczne aktywują się po kilkudziesięciu minutach ekspozycji na promieniowanie UV. Uwagę trzeba zachować przy perfumach oraz olejkach z bergamotki, dlatego warto korzystać z kosmetyków z dopiskiem o usuniętym bergaptenie. Jeśli sok kapnie na skórę latem, miejsce to lepiej spłukać albo zakryć ubraniem. Większą uwagę powinni zachować osoby przed pójściem na solarium, miłośnicy świeżych soków z selera oraz cytrusów, a także osoby z jasną, wrażliwą skórą. Gdy pojawią się duże pęcherze, miejsce trzeba schłodzić, osłonić przed światłem i pokazać lekarzowi.
U większości osób sałatka, woda z cytryną albo zupa z selerem nie będą problemem pod kątem fitofotodermatozy. Ryzyko nie wynika z samego dotknięcia rośliny. Pojawia się wtedy, gdy ciecz zostaje na skórze, a potem ta skóra ma kontakt z mocnym słońcem. Właśnie to połączenie może wywołać pieczenie, zaczerwienienie i przebarwienia. Warto umyć ręce mydłem po obieraniu i wyciskaniu, uważać na kosmetyki z olejkami cytrusowymi oraz nie przesadzać ze stężonymi sokami. Tyle dzieli dobre lato od niepotrzebnego poparzenia.