20 lat więzienia dla Żaka. "Drwił sobie". Mocne słowa ekspertów po wyroku

Sąd skazał Łukasza Żaka na 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. To najwyższa kara, jaką mógł wymierzyć. – Brak skruchy, jeszcze raz brak skruchy – komentuje dla o2.pl ekspert ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego Janusz Popiel, wskazując, że postawa oskarżonego miała ogromne znaczenie przy wymierzaniu wyroku.

Łukasz Żak skazany na 20 lat więzieniaŁukasz Żak skazany na 20 lat więzienia
Źródło zdjęć: © PAP | Leszek Szymański
Danuta Pałęga

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia ogłosił 16 lipca wyrok w sprawie Łukasza Żaka, sprawcy tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Sąd uznał 29-latka za winnego spowodowania katastrofy ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem środków odurzających oraz szeregu innych przestępstw. Wymierzył mu karę łączną 20 lat pozbawienia wolności – najwyższą, jaką przewidują obowiązujące przepisy za ten czyn.

Sąd orzekł również, że Żak będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 15 lat kary. Dodatkowo nałożył na niego dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz obowiązek wypłaty po 300 tys. zł zadośćuczynienia osobom pokrzywdzonym w wypadku. Wyrok nie jest prawomocny i stronom przysługuje prawo do złożenia apelacji.

Maksymalny wymiar kary. Sąd bezlitosny dla Łukasza Żaka

Jak relacjonował z sali rozpraw dziennikarz o2.pl Marcin Lewicki, skazany podczas ogłoszenia wyroku zachowywał się spokojnie. – Nic nie mówił. Pokornie przyszedł na salę. Spóźnił się kilka minut, a miało go nie być w ogóle – przekazał.

Eksperci dla o2.pl: To była najwyższa możliwa kara

Zdaniem emerytowanego policjanta, mł. insp. Wojciecha Pasiecznego, sąd wykorzystał maksymalne możliwości, jakie daje obecny stan prawny.

W naszym systemie prawnym wyrok, który zapadł, czyli 20 lat pozbawienia wolności, jest maksymalną karą, jaka mogła zapaść za ten czyn. Nie ma u nas pojęcia zabójstwa drogowego, dlatego ten wyrok jest najwyższy i myślę, że jest karą słuszną i adekwatną zarówno do czynu, jak i późniejszego zachowania oskarżonego – zarówno w areszcie, gdzie nie jest subordynowany, jak i na sali sądowej, gdzie często drwił sobie i robił uśmieszki – powiedział w rozmowie z o2.pl.

Podobnie sprawę ocenia ekspert ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego Janusz Popiel.

Żaden wyrok nie będzie adekwatny, ale państwo musi zadbać zarówno o ofiary, jak i o względy prewencji ogólnej. Trzeba dać jasny sygnał, że nie ma przyzwolenia na takie zachowania – podkreślił.

Ekspert zwrócił uwagę, że po zmianach w Kodeksie karnym zaostrzone zostały przepisy dotyczące sprawców prowadzących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, co pozwoliło na wymierzenie tak wysokiej kary. – Od początku zakładałem, że sędzia Maciej Mitera wymierzy karę oscylującą przy górnych granicach - mówi.

Jak dodał, ma nadzieję, że ewentualna apelacja nie doprowadzi do zmiany orzeczenia.

Musi być jasny przykład. Nie chodzi tylko o samo spowodowanie wypadku, ale również o postawę sprawcy bezpośrednio po zdarzeniu i podczas procesu. Brak skruchy, jeszcze raz brak skruchy oraz ogromny stopień społecznej szkodliwości czynu – to były przesłanki decydujące – ocenił Popiel w rozmowie z o2.pl.

Tragedia na Trasie Łazienkowskiej

Do wypadku doszło we wrześniu 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według ustaleń śledczych Łukasz Żak pędził z prędkością około 226 km/h, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu i środków odurzających, mimo obowiązującego go sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

W wyniku zderzenia zginął 37-letni Rafał, ojciec dwójki dzieci. Jego żona oraz dzieci odnieśli ciężkie obrażenia. Poszkodowana została również partnerka samego Żaka.

Szokujące zachowanie po wypadku i podczas procesu

Sprawa od początku budziła ogromne emocje nie tylko ze względu na skalę tragedii, ale również postawę oskarżonego. Według relacji z procesu Żak nie wykazywał skruchy, a jego zachowanie wielokrotnie oburzało rodzinę ofiary i opinię publiczną.

Na sali sądowej miał śmiać się z wypowiedzi pokrzywdzonych, kpić z ofiar oraz lekceważąco odnosić się do przebiegu procesu. Sąd kilkukrotnie zwracał mu uwagę na niestosowne zachowanie. Choć w ostatnim słowie przeprosił za skutki swojego działania, zarówno bliscy zmarłego, jak i sąd nie dali wiary szczerości tych przeprosin.

Na niekorzyść oskarżonego przemawiała także jego bogata przeszłość kryminalna. Był wcześniej karany m.in. za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, wielokrotne łamanie zakazu prowadzenia samochodów, przestępstwa narkotykowe, oszustwa, niszczenie mienia i groźby karalne. Toczy się wobec niego również odrębne postępowanie dotyczące udziału w obrocie znaczną ilością narkotyków.

Wybrane dla Ciebie