Bałtyk ujawnia sekret sprzed 400 lat. Można go zobaczyć ledwie przez kilka dni
Najważniejsze informacje
- W centrum Sztokholmu morze odsłoniło 40-metrowy kadłub okrętu z XVII w.
- Na wraku widać kule armatnie i ceramikę; jednostkę celowo zatopiono jako fundament mostu.
- Meteorolodzy zapowiadają szybki powrót wyższego poziomu wody i ponowne ukrycie wraku.
Niezwykle niski poziom Morza Bałtyckiego sprawił, że w samym sercu Sztokholmu pojawiła się nietypowa atrakcja. Przy wyspie Kastellholmen spod wody wyłonił się duży fragment drewnianego kadłuba okrętu dł. ok. 40 m. Jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa, pozostałości jednostki datowanej na XVII w. mogą mieć bitewną przeszłość, niewykluczone, że z epizodami walk także przeciwko Polsce.
Wrak leży zaledwie kilka metrów od brzegu i szybko przyciągnął mieszkańców oraz turystów. Ciekawscy docierają do niego z betonowego nabrzeża, korzystając z podstawionej drabiny, a media społecznościowe wypełniły się pamiątkowymi zdjęciami. PAP podaje, że to efekt utrzymującego się silnego wyżu nad Skandynawią, który obniżył poziom wody w stolicy Szwecji aż o ok. 60 cm.
Co widać na pokładzie. Głos eksperta
Na odsłoniętej konstrukcji dostrzec można ślady dawnego życia okrętowego oraz uzbrojenia. - Znajdują się na nim kule armatnie, ceramika i garnki — powiedział ekspert i nurek Muzeum Wraków w Sztokholmie Jim Hansson. Wskazał też, że po zakończeniu służby wojennej jednostkę celowo zatopiono wraz z innymi statkami, aby stworzyć fundament pierwszego mostu łączącego Skeppsholmen z Kastellholmen.
Zjawisko potrwa krótko. Wrak znów skryje się pod wodą
Według meteorologów cytowanych przez PAP tak niski poziom wody w Sztokholmie to rzadkość ostatnio notowana co najmniej kilkanaście lat temu. Trend ma się odwrócić w połowie tygodnia, gdy ciśnienie się zmieni i Bałtyk zacznie powoli wracać do normy. Wtedy drewniany kadłub ponownie zniknie pod powierzchnią, prawdopodobnie na długie lata.
Choć odpływ odsłonił cenny fragment historii miasta, wywołał też konkretne utrudnienia. W archipelagu sztokholmskim część jednostek pasażerskich nie może dobić do nabrzeży z powodu mielizn, co przekłada się na ograniczenia w transporcie publicznym. Służby monitorują sytuację, a przewoźnicy korygują trasy.
Jim Hansson zapowiedział kontynuację prac badawczych przez archeologów podwodnych. - Statek po zakończeniu służby wojennej wraz z innymi jednostkami został celowo zatopiony i posłużył jako fundament pierwszego mostu łączącego Skeppsholmen z Kastellholmen, dziś już nieistniejącego — dodał. To otwiera drogę do dalszego poznania historii statku, który dziś niespodziewanie trafił na powierzchnię zainteresowania mieszkańców i odwiedzających stolicę Szwecji.