Samozbiory truskawek cieszą się w naszym kraju coraz większą popularnością. 2 czerwca (wtorek) kolejna taka akcja wystartowała u pani Marii z miejscowości Ozorowice (woj. dolnośląskie). Plantatorka nie ukrywa, że zainteresowanie jest duże.
Samozbiory organizuję od dwóch lat - zaczęłam w 2024 roku. Od samego początku cieszą się one bardzo dużym zainteresowaniem. To chwytliwy temat, a nagrania o akcjach błyskawicznie zbierają polubienia i są licznie udostępniane. W ten sposób informacja dociera do wielu ludzi. Chętnych przyjeżdża całkiem sporo. 2 czerwca (wtorek) odwiedziło nas około 40 osób. Jak na pierwszy dzień i to w dodatku popołudniu, to niezły wynik. Działamy w takim systemie, że po rozpoczęciu sezonu przez około trzy tygodnie, a czasem nawet i przez miesiąc, regularnie zapraszamy ludzi na nasze pola. W tym roku temat dopiero się rozkręca - podkreśla w rozmowie z o2.pl.
Ile truskawek ludzie wynoszą z jej pól? - To wygląda bardzo różnie. Wszystko zależy od tego, czy ktoś przyjeżdża z całą rodziną, czy sam, oraz czy zbiera truskawki na bieżące potrzeby, czy na przetwory - tłumaczy.
I od razu wspomina ciekawą historię. - Pamiętam, że w pierwszym roku mojej działalności przyjechali do nas pan i pani, którzy spędzili na polu cały dzień. Na koniec zapakowali truskawkami cały bagażnik samochodu. To są jednak wyjątkowe sytuacje - czasami po prostu zdarzają się tacy, którzy zbierają na "słoiki". Przyjeżdżają też ludzie z dziećmi, by np. pokazać im, jak wygląda zbieranie truskawek. Są też tacy, którzy kiedyś zbierali truskawki i chcą wrócić do tego z sentymentu. Nie brakuje takich, którzy traktują to jako formę atrakcji. Ludzie są żądni kontaktu z naturą - dodaje.
8 zł za kilogram truskawek. "Po prostu by zgniły"
Pani Maria nie jest w stanie oszacować, ile truskawek rośnie na jej polach, ale nie ukrywa, że to spora plantacja. Obecnie za kilogram owoców życzy sobie 8 zł. - U nas ta cena jest tak niska m.in. dlatego, że truskawki, które zaoferowaliśmy w pierwszym rzucie, pochodzą z młodych, niedawno posadzonych krzaczków. Normalnie nie mielibyśmy czasu, aby te owoce zebrać i zagospodarować, ponieważ wymagałoby to zbyt dużych nakładów pracy w krótkim czasie. Gdyby nie samozbiory, te truskawki najprawdopodobniej po prostu by zgniły na polu. A owoce są bardzo dobre i co ważne - nie były pryskane, ponieważ od początku nie były przeznaczone do tradycyjnego handlu detalicznego - tłumaczy.
My nie uprawiamy tych truskawek specjalnie pod samozbiory. Przy stawce 8 zł za kilogram to nie jest dla nas biznes, na którym zarabiamy - ta kwota pozwala nam po prostu pokryć koszty utrzymania pola. Po pewnym czasie zbieranie owoców na danym fragmencie plantacji przestaje być dla nas opłacalne, bo wchodzą już inne odmiany w innych miejscach i zwyczajnie brakuje nam rąk do pracy. Wtedy otwieramy pole dla ludzi. Zamiast pozwolić owocom zmarnować się na krzakach, wolimy oddać je konsumentom, którzy mają przy tym dodatkową frajdę - zaznacza.
Kolejna szansa na samozbiór truskawek u pani Marii już w Boże Ciało (czwartek, 4 czerwca). - Zobaczymy, ile owoców zostanie po czwartku. Jeśli uczestnicy wyzbierają wszystko, to w piątek zrobimy przerwę, a kolejną akcję zorganizujemy prawdopodobnie za tydzień, gdy dojrzeje następna partia truskawek – podsumowuje nasza rozmówczyni.