Skandaliczne sceny w Poznaniu. Ukrainka zabrała głos

- Towarzyszył mi strach o własne bezpieczeństwo, który zresztą odczuwam do teraz - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" pani Natalia z Ukrainy. Do siedziby jej firmy przyszło dwóch prawicowych aktywistów, którzy chcieli sprawdzić, "czy popiera Banderę".

Do pani Natalii przyszli prawicowi aktywiściDo pani Natalii przyszli prawicowi aktywiści
Źródło zdjęć: © X | Nexta Polska
Rafał Strzelec

Incydent miał miejsce 3 lipca w pomieszczeniu wynajmowanym przez Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Do siedziby firmy Prolegalization, należącej do pani Natalii, przyszło dwóch mężczyzn, którzy chcieli wiedzieć, czy Ukrainka "wspiera Stepana Banderę". Całe zajście zostało zarejestrowane, a nagranie pojawiło się w sieci.

Między obywatelką Ukrainy i przybyszami wywiązała się dyskusja. Mężczyźni argumentowali, że "Ukraina jest wrogo nastawiona do Polski". Domagali się wejścia do środka lokalu. - Dlaczego Pani prowadzi taką działalność, miesza strukturę etniczną? - pytali przybysze. - Prawo polskie pozwala mi tu przebywać, robię wszystko legalnie. Jakie macie prawo pytać, dlaczego tutaj jestem i co ja tutaj robię? - odpowiedziała pani Natalia.

Mężczyźni, powiązani ze środowiskami Grzegorza Brauna i Janusza Korwin-Mikkego, przypominali o politycznym sporze między Polską i Ukrainą na tle historycznym. Pytali panią Natalię, dlaczego mieszka w Polsce, a nie w ojczyźnie. Kobieta odpowiedziała, że "szanuje Polaków, wspiera ich" i "mieszka w Polsce, bo chce tutaj mieszkać". Na końcu dwaj kamraci pytali jeszcze o kwestię niskich kosztów wynajmu lokalu.

Sceny w Poznaniu. Ukrainka zabrała głos

Pani Natalia zabrała głos ws. zdarzenia w rozmowie z "Rzeczpospolitą". - Wiedziałam, że takie pytania i zachowania w ogóle nie powinny mieć miejsca. Nie mam nic do ukrycia, nie mam powodów do strachu ani obaw przed odpowiadaniem na cokolwiek - mówi Ukrainka na temat pytań, które zadawali jej aktywiści.

Właścicielka firmy zajmującej się pomocą obywatelom Ukrainy w legalizacji pobytu w Polsce i prowadzeniu działalności gospodarczej przyznała, że była spokojna, bowiem wiedziała, że "panika i stres w niczym mi nie pomogą". - To zapewne naturalna reakcja obronna umysłu - człowiek wie, że musi się bronić, reagować merytorycznie i nie dać się ponieść żadnej prowokacji - stwierdziła pani Natalia. Incydent szybko wywołał reakcję służb. Obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty zniesławienia. Nie przyznali się do winy. Jak podaje portal epoznan.pl, zastosowano wobec nich dozór policji oraz zakaz zbliżania i kontaktowania się z pokrzywdzoną.

- Reakcja służb była bardzo szybka, za co jestem niezwykle wdzięczna. Jak najbardziej podniosło to moje poczucie bezpieczeństwa. (...) Otrzymałam również ogromne wsparcie ze strony Konsulatu Ukrainy. Przedstawiciele konsulatu kontaktowali się ze mną, instruując, jakie kroki prawne mogę podjąć i jakie prawa mi przysługują - dodała.

Pani Natalia mieszka w Polsce od 10 lat. Przyznaje, że jeszcze nigdy nie spotkało jej coś podobnego. - Oczywiście widziałam różne doniesienia w internecie, słyszałam opowieści od innych osób i wiem, że zdarzają się incydenty. Jednak jeśli chodzi o mnie osobiście, nie przypominam sobie żadnej takiej sytuacji z przeszłości. To był pierwszy raz i mam głęboką nadzieję, że ostatni - dodała rozmówczyni "Rzeczpospolitej". Dziennikarze pytali, czy uważa, że zdarzenie to przejaw zmian w nastawieniu społeczeństwa do Ukraińców.

- Absolutnie nie uważam, aby to odzwierciedlało ogólne nastroje. Po prostu trafiłam na takich, a nie innych ludzi. Po tym zdarzeniu otrzymałam mnóstwo wsparcia od obywateli Polski. Przez te wszystkie lata, które tu spędziłam, zawsze miałam bardzo dobre relacje z Polakami i w żadnym wypadku nie traktuję tego incydentu jako wyrazu postawy większości społeczeństwa - stwierdziła pani Natalia.

Kobieta nie chciała poruszać spraw bieżącej polityki. Nie chciała odpowiedzieć, która strona jest winna eskalacji napięć pomiędzy Polską i Ukrainą. Wskazywała, że nie jest to temat dotyczący próby wtargnięcia mężczyzn do jej biura.

Wybrane dla Ciebie