Pogotowie nie dotarło na czas. Kobieta nie przeżyła. "Winny jest powiat"
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się na początku roku w miejscowości Przystawy, w woj. zachodniopomorskim. Starsza kobieta nagle straciła przytomność. Bliscy wezwali pomoc, ale służby ratunkowe - przez warunki panujące na drodze - dojechały na miejsce z dużym opóźnieniem. Pani Marianna nie przeżyła. Jej rodzina uważa, że winne jest starostwo.
O zdarzeniu szczegółowo opowiedziano w programie "Interwencja" Polsatu News. Na początku stycznia 79-letnia mieszkanka miejscowości Przystaw koło Darłowa zasłabła, a jej rodzina wezwała karetkę. Jednak - przez zaśnieżoną i oblodzoną drogę - strażacy i ratownicy medyczni dotarli na miejsce z opóźnieniem.
Pani Marianna nie przeżyła, a jej bliscy uważają, że ta historia mogła mieć inne zakończenie. O całą sytuację obwiniają starostwo.
W trakcie akcji ratunkowej, kiedy umierała matka mojego klienta, karetka nie mogła dojechać, bo powiat nie odśnieżył na czas drogi - opisuje "Interwencji" Aleksander Bolko, pełnomocnik rodziny zmarłej kobiety.
Pan Mirosław, syn zmarłej, podkreśla że odległość do najbliższej straży pożarnej to zaledwie 5 km, podczas gdy pogotowie znajduje się 10 km od domu. "Budynek, w którym mieszkała mama, znajduje się przy głównej drodze powiatowej" - tłumaczy mężczyzna.
"My żeśmy mamę reanimowali 23 minuty"
Strażacy ruszyli na pomoc, ale z powodu warunków panujących na drodze, przemieszczali się z prędkością 20 km/h. Bliscy seniorki, instruowani przez dyspozytora, rozpoczęli walkę o jej życie.
Pan z pogotowia mówił, żeby mamie sztuczne oddychacie robić. I żeśmy to robili. My żeśmy mamę reanimowali 23 minuty - mówi "Interwencji" syn zmarłej kobiety.
Najpierw w domu seniorki zjawili się strażacy, dopiero później - ratownicy medyczni. - Mama dawała oznaki życia, jakby wcześniej przyjechali, to by spokojnie mamę uratowali - przekonuje syn 79-latki.
Bliscy obwiniają starostwo
W związku z tym, że drogi uniemożliwiały szybki dojazd do pacjentki, rodzina obwinia starostwo.
(...) Wszyscy jesteśmy załamani, że pogotowie nie dotarło na czas, ale ja nie winię ich, czy straży, bo oni ratowali. Winny jest powiat i ten pan, który za to odpowiada - przekonuje pani Beata, synowa zmarłej kobiety, w rozmowie z "Interwencją".
Starostwo oraz firma odpowiedzialna za odśnieżanie odrzucają te zarzuty. Przekonują, że drogi na terenie powiatu były odśnieżane i przejezdne, jednak przeczy temu wersja zdarzeń przedstawiona przez pogotowie ratunkowe.
Niestety z uwagi na trudne warunki w tamtym czasie, było to zarówno oblodzenie jezdni jak i śnieg znajdujący się na jezdni, dojazd był utrudniony. Dlatego nasi ratownicy poprosili o zadysponowanie wsparcia straży pożarnej, bo w takich sytuacjach każda minuta przesądza, czy pacjenta uda się nam uratować - tłumaczy Natalia Dorochowicz z Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.
Teraz sprawą zajmie się sąd. Pełnomocnik rodziny zapowiada kroki prawne. Poza wezwaniem do zapłaty za śmierć kobiety, rozważa też złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa niedopełnia obowiązku przez urzędników.