Jedną ze zmian, jakie utrwaliły się w społeczeństwie dzięki obostrzeniom covidowym jest zwyczaj zapraszania księdza po kolędzie w miejsce pukających bezpośrednio do drzwi ministrantów, pytających o to, czy przyjmiemy u siebie księdza.
Okazuje się, że takie rozwiązanie o wiele bardziej pasuje wielu osobom, bo jak wynika z rozmów z wiernymi ze Śląska, które przeprowadziła Gazeta Wyborcza, bezpośrednia pytanie ministrantów dla wielu osób było mocno krępujące.
Czytaj także: Znalazłeś kartkę ws. kolędy? Ważne zmiany
Opowiada o tym mieszkaniec Bielska Białej, pan Andrzej. W rozmowie z GW mężczyzna przyznaje, że nie chodzi do kościoła, ale gdy został zaskoczony przez ministrantów na progu swojego mieszkania zwyczajnie nie potrafił odmówić.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Ksiądz został zapytany o kolędę przez internet. Odpowiedział stanowczo
Tak samo jak nie odmawiam kominiarzom, gdy przychodzą z kalendarzem. Chociaż jedno i drugie kojarzy mi się z akwizycją - przyznaje cytowany przez Gazetę Wyborczą mężczyzna.
Podobnych opinii wśród mieszkańców i mieszkanek Śląska nie brakuje. Ludzie wprost przyznają, że na obecność duchownego w towarzystwie ministrantów na klatce schodowej reagują wręcz odruchowo, nawet gdy na co dzień nie czują się związani z instytucją Kościoła Katolickiego.
Przyznaje to pani Katarzyna cytowana przez GW: "Bardzo rzadko chodzę do kościoła, ale wzięłam kiedyś nawet specjalnie urlop w pracy, żeby przyjąć kolędę. Rodzice zawsze przyjmowali księdza, nie potrafię inaczej".
Dlatego nowy zwyczaj, w którym stroną zapraszająca do wizyty duszpasterskiej są wierni ma wiele korzyści. Dzięki temu ksiądz odwiedza jedynie te osoby, które rzeczywiście wyrażają taką chęć, nie czując presji.
Czytaj także: Na tacę nie dał nic. Przyłapała go w Lidlu i się zaczęło