Polka zachorowała na Bali po ugryzieniu komara. Leczenie kosztowało 120 tys. zł
Sonia Radosz wyjechała na Bali, by zbudować dom i zamieszkać tam na stałe. Kilka tygodni później po ugryzieniu komara ciężko zachorowała na chikungunyę. O walce z tropikalną chorobą i kosztownym leczeniu w Singapurze opowiedziała w "Dzień Dobry TVN".
Sonia Radosz ma 37 lat i prowadzi największą platformę do nauki chemii w Polsce. Dużo podróżuje po świecie i chciała osiedlić się na Bali. Będąc na rajskiej wyspie w Indonezji, spotkał ją dramat.
"Marzenie o domu na Bali" przerwała nagła choroba
Wydawało się, że spełniam swoje marzenie — buduję dom na Bali, przeprowadzam się do raju. Tymczasem kilka tygodni po zakupie działki i podpisaniu umowy zostałam nieszczęśliwie ugryziona przez komara - relacjonowała Sonia Radosz w programie "Dzień Dobry TVN".
Jak opowiadała, na początku pojawił się silny ból kolan. Nie potraktowała go jako sygnału alarmowego, bo uznała, że mogła się przetrenować. Sytuacja zmieniła się, gdy doszła wysoka temperatura i coraz mocniejsze dolegliwości.
Objawy nasilały się z dnia na dzień. "Nie mogłam się ruszać"
Radosz wspominała, że początkowo lokalnie bagatelizowano sprawę. - To pewnie denga, pij sok z liści papai i szybko przejdzie - usłyszała.
Stan jednak się pogarszał. - Zaczęły boleć mnie wszystkie stawy, palce się powyginały, pojawiła się wysypka na całym ciele. W końcu nie mogłam się ruszać. Zostałam całkowicie sparaliżowana - mówiła w "Dzień Dobry TVN".
Diagnoza dopiero w Singapurze. Chikungunya i długie leczenie
Na Bali, jak podkreślała, nie otrzymała skutecznej pomocy ani jasnej diagnozy. Zdecydowała się więc na wyjazd na własny koszt.
Na Bali nie potrafiono mi pomóc, dlatego na własny koszt poleciałam do Singapuru. Tam znajdują się najlepsze kliniki w Azji - tłumaczyła.
Dopiero w Singapurze lekarze rozpoznali u niej chikungunyę. Radosz opowiadała, że przez rok zmagała się z konsekwencjami choroby: przez dwa miesiące była sparaliżowana z bólu, przez pół roku przyjmowała silne leki przeciwbólowe. Wspominała też o krwotokach i wysokiej temperaturze. W tym czasie nie mogła normalnie funkcjonować ani zajmować się kilkumiesięczną córeczką.
"Powinnam pożegnać się z córeczką". Koszty leczenia: 120 tys. zł
W relacji pojawia się również dramatyczny moment rozmów z lekarzami. - Jednego dnia usłyszałam, że powinnam pożegnać się z córeczką - wyznała.
Jak podawała, leczenie kosztowało ją w przeliczeniu ok. 120 tys. zł. Zwracała przy tym uwagę, że przy perspektywie trwałej niepełnosprawności lub śmierci sama kwota schodzi na dalszy plan.
Zachorowania także w Europie. Jest jedna zarejestrowana szczepionka
Sonia Radosz wskazywała, że na chikungunyę można zachorować już nie tylko w tropikach. Według danych, które przytoczyła, w 2025 r. we Francji stwierdzono 800 przypadków tej choroby. W Polsce miało to być 17 przypadków w okresie od 1 stycznia do 15 listopada.