Polka zadzwoniła do ambasady. "Musicie sobie radzić"
Agnieszka Cierach, radna z Gorzowa Wielkopolskiego, zadzwoniła po pomoc do ambasady w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak napisała, przez 3 dni nie było żadnego efektu. - Dziś po minutowym połączeniu usłyszeliśmy "musicie sobie radzić " i pan się rozłączył - opisała w mediach społecznościowych.
W wyniku operacji wojskowej Izraela i Stanów Zjednoczonych, która rozpoczęła się 28 lutego, a także ataków odwetowych Iranu, wielu turystów z Polski i innych państw Bliskiego Wschodu zostało uwięzionych na Bliskim Wschodzie. Nie mają możliwości powrotu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej czy Izraela.
Kraje te pozamykały przestrzeń powietrzną, a przewoźnicy odwołali wiele lotów do Europy. Sytuacja jest tym bardziej napięta, że na miejscu również bardzo trudno uzyskać pomoc.
Agnieszka Cierach, radna z Gorzowa Wielkopolskiego pokazała na Facebooku nagranie, na którym widać, jak dzwoni do Ambasady RP w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak przekazała, przez 3 dni nie było żadnego efektu. - Dziś po minutowym połączeniu usłyszeliśmy "musicie sobie radzić " i pan się rozłączył - napisała Cierach na swoim profilu na Facebooku.
Polka zadzwoniła po pomoc do ambasady. Komentarze
"Pamiętaj, że jesteś obywatelką UE także każde państwo członkowskie musi Tobie pomóc. 20 lat temu jak miałem problem w Wietnamie, ambasada DE ugościła mnie, nakarmiła i powiedziała co robić" - zaproponował swojej koleżance w komentarzu pod nagraniem Piotr Wilczewsky, także gorzowski radny.
"Polska ambasada nie ogarnia takiej ilości zgłoszeń. Mają za mało ludzi, linie telefoniczne są zapchane, powinni powołać jakiś sztab kryzysowy dużo wcześniej, dobrze wiedzieli od dawna co się szykuje, próbuj w innej ambasadzie, powodzenia, nie zazdroszczę" - napisał pan Maciej.
Z kolei pan Marek napisał, że ambasada "to nie infolinia sieci komórkowej". - "To miejsce, które ma reprezentować państwo i wspierać obywateli za granicą. Jeśli ktoś słyszy 'radźcie sobie', to trudno się dziwić, że czuje się zostawiony samemu sobie. I wiesz co? W takich sytuacjach człowiek najbardziej docenia to, że jednak rodacy potrafią pomagać sobie nawzajem bez pieczątek i służbowych numerów. Państwo bywa papierowe. Ludzie są prawdziwi. Smutne, ale niestety nie zaskakujące" - przyznał.