Aleksander Sławiński| 

Stało się. Hongkong traci autonomię. Chiny dopięły swego

443

Pomimo nowej fali protestów, Chiny są zdeterminowane, aby wchłonąć Hongkong. Parlament w Pekinie właśnie przegłosował ustawę o bezpieczeństwie narodowych, która oddaje dużą część władzy w autonomicznym okręgu władzom centralnym.

Grupa demonstrantów zatrzymana przez policję w czasie środowej demonstracji
Grupa demonstrantów zatrzymana przez policję w czasie środowej demonstracji (Getty Images)

Chiński Kongres Ludowy przegłosował prawo o bezpieczeństwie narodowym, które sprawia, że teren Hongkongu znajdzie się pod nadzorem chińskiego wymiaru sprawiedliwości. Teraz projekt trafi do najwyższych władz w Pekinie.

Spotkanie parlamentu odbyło się dwa miesiące po planowanym terminie z powodu epidemii koronawirusa. Za przegłosowaniem ustawy było 2878 deputowanych, a tylko jeden wyraził sprzeciw.

Nowa prawo utrzyma i poprawi układ "jeden kraj, dwa systemy". Jest ono zgodne z konstytucją i podstawami ustroju Hongkongu. Działą ono w interesie wszystkich Chińczyków, również tych z Hongkongu - mówił przewodniczący chińskiego parlamentu, Li Zhangshu.

Jednak mieszkańcy autonomii mają odmienne zdanie. Ustawa zakłada, że chińskie sądy oraz agencje bezpieczeństwa będą mogły swobodnie operować na terenie regionu. Ściganiu mają podlegać wszelkie działania "wywrotowe, separatystyczne i terrorystyczne", a także np. znieważanie chińskich symboli narodowych. W praktyce oznacza to, że Hongkong traci specjalny status, który uzyskał w 1997 roku, gdy zrzekła się go Wielka Brytania.

Według umowy Hongkong oraz nieodległe Makau miały przez następne 50 lat cieszyć się bardzo szeroką autonomią, zarówno w kwestiach gospodarczych, jak i politycznych. Jednak w ostatnim czasie władze ChRL bardzo mocno naciskają na integrację z resztą kraju.

Protesty w Hongkongu przeciw chińskiej władzy

Ustawa delegalizuje właściwie wszystkie działania na rzecz uzyskania niepodległości, czy utrzymania autonomii. Nielegalne będzie nie tylko aktywne namawianie do nieposłuszeństwa wobec Pekinu, ale nawet śpiewanie "wywrotowych" piosenek.

Już w zeszłym roku, gdy w Hongkongu trwały masowe protesty, chińskie władze uznawały je za działania "terrorystyczne", brutalnie pacyfikując demonstrantów. Wówczas przyczyną było prawo o ekstradycji, które pozwalało na wysyłanie osób oskarżonych o przestępstwo na teren kontynentalnych Chin.

Obecnie trwa kolejna fala protestów. Gdy w środę tamtejszy parlament obradował nad własną propozycją ustawy, na ulicach miasta trwały walki z policją. Starcia wybuchają również w czwartek, w każdej chwili może dojść do eskalacji zamieszek.

Jednak mieszkańcy okręgu mogą liczyć na coraz mniejsze wsparcie z zagranicy. Wczoraj sekretarz stanu USA, Mike Pompeo, napisał w liście do Kongresu, że "Hongkong nie może być traktowany tak samo, jak w 1997 roku". Przyznał, że region nie jest już niezależny od Chin. Co prawda, zadeklarował, że "USA jest z mieszkańcami Hongkongu", jednak w praktyce dał akceptację dla pozbawienia ich politycznej niezależności.

Zobacz także: Kto odpowiedzialny za wirusa? Konflikt na linii USA-Chiny

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić