Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski
|
aktualizacja

Strata Chersonia boli Rosjan. Rozłam elit dobije Putina?

Podziel się:

Powoli, ale wyraźnie widać rozłam wśród rosyjskich elit w kwestii wojny w Ukrainie. Linię pęknięcia pogłębiła strata okupowanego od marca Chersonia. Jak jednak twierdzi analityczka Tatiana Stanowaja, wciąż nie widać w Rosji "partii pokoju". Do czego może to wszystko doprowadzić?

Strata Chersonia boli Rosjan. Rozłam elit dobije Putina?
Odzyskanie przez Ukraińców Chersonia dzieli moskiewskie elity (EPA, PAP, MAKSIM BLINOV / KREMLIN POOL / SPUTNIK / POOL)

Rosjanie opuścili Chersoń w ubiegłym tygodniu. Było to jedyne miasto obwodowe (w uproszczeniu - wojewódzkie), które udało się im czasowo opanować w trakcie inwazji na Ukrainę. Dla Kremla to dotkliwa porażka. Czy okaże się najważniejszym momentem wojny?

Być może okaże się punktem wyjścia do rozłamu wśród rosyjskich elit politycznych. Pisze o tym rosyjska analityczka z think tanku Carnegie Endowment for International Peace. Tatiana Stanowaja twierdzi, że choć dotąd podziały wewnętrzne nie mogły doprowadzić do upadku reżimu Putina, to utrata Chersonia może przyśpieszyć rozwój sytuacji.

Stanowaja przekonuje, że utrata istotnego miasta pogłębiła podział w  elitach. Analityczka opisuje, że wykształciły się dwie główne frakcje: pragmatyków chcących powrotu do przedwojennego status quo i "pomniejszych" bogaczy, konserwatywnych do bólu "patriotów" rosyjskich prących do dalszych działań wojennych.

W pierwszej grupie mają być obecne takie osoby, jak m.in. Igor Sieczin i Sergiej Czemiezow. To potężni oligarchowie. Pierwszy od dekady kieruje państwowym gigantem surowcowym Rosnieft. Drugi zaś zarządza państwowym koncernem zbrojeniowym Rostec.

W drugiej grupie natomiast mają wyróżniać się twórca grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn i magnat medialny i bliski przyjaciel Putina Jurij Kowalczuk.

Stanowaja dodaje, że nie ma na razie mowy o powstaniu w Rosji "partii pokoju". Chodzi o grupę oligarchów, polityków czy funkcjonariuszy służb, którzy uznaliby, że prowadzenie działań zbrojnych jest zagrożeniem dla Rosji. Mowa tu przede wszystkim o zachowaniu stanu posiadania oraz zabezpieczeniu interesów poszczególnych oligarchów.

W ocenie ekspertki, przed wybuchem wojny środowisko kremlowskie było o wiele bardziej skonsolidowane wokół prezydenta. Teraz, w dziesiątym miesiącu wojny, oligarchowie i siłowicy (przedstawiciele resortów siłowych - armii i służb) coraz mocniej różnią się w opiniach, co powinno się dalej zrobić z przeciągającą się wojną. A Ukraińcy napierają coraz bardziej.

Co ciekawe i znamienne, rosyjskie media podchodzą do przejęcia miasta przez Ukraińców stosunkowo wstrzemięźliwie. Zajmująca się Rosją analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich Katarzyna Chawryło pisze, iż w głównych programach informacyjnych wycofanie się Rosjan przedstawiane jest jako sukces podyktowany troską o życie rosyjskich żołnierzy i ludności cywilnej.

To pęknięcie narracji o jednomyślności i jedności rosyjskich elit pod przywództwem Putina. Ale poparcie dla jego działań jest w rosyjskim społeczeństwie nadal bardzo wysokie. Według niezależnego Centrum Lewady, uznawanego przez rosyjskie władze za zagraniczną agenturę, w październiku działania Putina popierało aż 79 proc. rosyjskiego społeczeństwa.

Nie przywiązywałabym się szczególnie do obecnych sondaży. W warunkach wojny trudno uznać je za wiarygodne źródło informacji. Obywatele Rosji traktują udział w badaniach sondażowych - bez różnicy, państwowych czy prywatnych - jako kontakt z państwem. Stąd duża liczba odmów w udziale - mówi dla o2.pl Katarzyna Chawryło z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jednak głosów krytyki dla poczynań Putina stopniowo przybywa. Aleksander Dugin, konserwatywny rosyjski ideolog, którego pomysły o "jedności rosyjskiego świata" były podglebiem do inwazji na Ukrainę, w minioną sobotę ostro zaatakował Putina na swoim kanale w serwisie Telegram. Dugin pisał, że głównym celem takiego przywódcy jak Putin powinna być ochrona ziem i ludności rosyjskiej. Przypomniał też, iż Władimir Putin ma władzę niemal absolutną. Wpis ideologa szybko zniknął, ale jego kopie nie zginęły w sieci.

Wyjaśnień w sprawie wyjścia z Chersonia chciała od putinowskiej Jednej Rosji partia komunistyczna reprezentowana w rosyjskim parlamencie. Partii prezydenta udało się zablokować te żądania, ale wyraźny zgrzyt stał się faktem. Z otwartą krytyką nie wystąpił natomiast główny propagandysta Kremla - Władimir Sołowjow. Jego telewizyjne wystąpienia pełne są jednak gniewu i frustracji.

Kierownik Zespołu Rosyjskiego Ośrodka Studiów Wschodnich Marek Menkiszak przekonuje, że do tez Tatiany Stanowej należy podchodzić z dystansem. W głównej mierze dlatego, że w dzisiejszej Rosji, przekształcającej się z państwa autorytarnego w totalitarne, nie ma mowy o publicznym ujawnianiu przebiegu debaty o decyzjach strategicznych dla kraju. Trudno więc liczyć na "wypływanie" na zewnątrz wiarygodnych doniesień o realnym stanie i nastrojach w systemie władzy.

Dlatego też niemal wszystko, co wiemy o Rosji i panujących w niej stosunkach, pochodzi z publicznych deklaracji samych Rosjan. Oraz z analiz fragmentów naszej wiedzy czy ze strzępów, skrawków informacji, pochodzących chociażby z mediów społecznościowych. Mówiąc krótko: ze źródeł pośrednich i mocno niepewnych. Wreszcie mamy też do czynienia ze świadomą manipulacją wprowadzaną do mediów przez konkretnych aktorów, mającą na celu osiągnięcie określonych celów propagandowych i politycznych. A nie mamy – lub mamy niewiele - narzędzi, które pozwoliłyby nam wiarygodnie, w sposób systematyczny, ocenić skalę podziałów w łonie władz rosyjskich - mówi w rozmowie z o2.pl Marek Menkiszak.

Jak podkreśla nasz rozmówca,  rosyjskiej elicie bezsprzecznie występują napięcia. Jednak trudno przyjmować, by mogły w najbliższym czasie doprowadzić do erozji czy upadku systemu władzy w Rosji. A jeżeli nawet tak się stanie, to my dowiemy się o tym - jak mówi ekspert - po fakcie.

Tatiana Stanowaja jest profesjonalistką i bez wątpienia dużo wie o rosyjskiej polityce. Ale czuje się jednocześnie w obowiązku szukać odpowiedzi na różne pytania, a przez to także stawiać hipotezy i formułować wnioski, bazując na wspomnianej wyżej bardzo ograniczonej bazie źródłowej. Nie sądzę przy tym, by miała ona dostęp do wiedzy prawdziwie ekskluzywnej. Raczej zręcznie łączy fakty i formułuje wnioski, bazując na wiedzy ogólnodostępnej. W mojej ocenie, liczne popularne tezy o załamywaniu się systemu władzy w Rosji, o trwającej brutalnej wojnie na górze, są póki co nieuprawnione - mówi dalej Menkiszak.

Można oczywiście, jak przekonuje ekspert, wskazać wielu biznesmenów, oligarchów, a nawet firmy państwowe z Rosji, które nie są pozytywnie nastawione do eskalacji konfliktu w Ukrainie choćby ze względu na ponoszone straty. Wojna uderza w biznes i całe państwo rosyjskie. Ale najistotniejsze pytanie w tym kontekście brzmi: w jakim stopniu te podmioty mają dostęp lub wpływ na samego Władimira Putina jako głównego decydenta? W przekonaniu eksperta z OSW - w bardzo znikomym.

Łukasz Maziewski, dziennikarz o2.pl

Zobacz także: Zimowa fala uchodźców z Ukrainy? Ekspert nie ma wątpliwości
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić