Tak 100 lat temu Wielkanoc świętowali leśnicy. Dotarli do dawnych zapisków

Wielkanoc to był tradycyjnie czas rodzinnego odpoczynku. Jak w dawnych latach wyglądało to w przypadku leśników i robotników leśnych?

.Tradycje wielkanocne związane z leśnym życiem
Źródło zdjęć: © Narodowe Archiwum Cyfrowe
Edyta Tomaszewska

Pracownicy Lasów Państwowych dotarli do urywków prasy leśnej z okresu międzywojennego (1918-1939), skąd wiadomo, jak święta wielkanocne obchodzono przed laty.

Jak informują leśnicy, w Środę Popielcową zrywano wówczas gałązki wierzby, malin lub porzeczek i wstawiano do wody, aby zakwitły na Niedzielę Palmową. W niektórych regionach wieczorem panny tańczyły, zaś młode mężatki oraz mężczyźni, jeśli chcieli się przyłączyć, musieli się "wkupić" przy pomocy alkoholu i zakąski.

Zerwane wcześniej gałązki formowano w bukiety, przyozdobione wstążkami, które były święcone w Niedzielę Palmową w kościele. Niestety, podobnie jak współcześnie, chęć pozyskania zielonych roślin do dekoracji świątecznych często kończyła się dewastacją runa leśnego, głównie za sprawą nielegalnego pozyskania borówki.

Nietypowe tradycje wielkanocne. "Zaczepiają dzieci, kobiety. Są poza kontrolą"

W Wielki Piątek pojawiał się w kościołach grób Chrystusa. Przy grobie służbę jako warta pełnili zazwyczaj strażacy, policjanci oraz leśnicy. Święcono wówczas gałązki, które miały chronić przed pożarem. Z lasami wiążą się też praktyki podczas Dni Krzyżowych. Wtedy święci się pola i lasy, zaś wierni nawiedzają kaplice i figury przydrożne.

Obchody samej Wielkanocy były podobne do dzisiejszych. Najważniejsze były rezurekcja oraz uroczyste śniadanie, zaś drugiego dnia polewano się wodą, która w Wielkanoc ma mieć wyjątkową moc: panny chroniła od staropanieństwa, a zwierzęta oczyszczała z chorób. Należy pamiętać, że Wielkanoc, podobnie jak Boże Narodzenie, była tradycyjnie czasem wolnym od polowań - informują leśnicy.

O zwyczajach samych leśników możemy przeczytać w ich wspomnieniach i dziennikach. Zazwyczaj były one tożsame z tradycją regionów, z których wywodził się pracownik Lasów Państwowych. Leśnicy byli grupą mobilną społecznie - po ukończeniu studiów byli przydzielani do poszczególnych nadleśnictw - i w okresie międzywojennym z pewnością byli grupą, która była pasem transmisyjnym kultury i tradycji pomiędzy poszczególnymi regionami.

Zdecydowanie więcej wiadomo o zwyczajach robotników leśnych. Etnografowie bowiem w XX wieku opisywali dawne zwyczaje wiejskie, chcąc zachować je od zapomnienia. Dzięki ich wysiłkowi można sporo dowiedzieć się o życiu i celebracji Wielkanocy przez ludność wsi.

Jako przykład można podać społeczność Lasowiaków, w której upamiętnienie zaangażowane są Lasy Państwowe. To grupa etnograficzna zamieszkująca głównie Równinę Tarnobrzeską i Płaskowyż Kolbuszowski. Ślady leśnej przeszłości zostały w nazwach: Rudna Wielka, Dymarka, Huta, Łazy, Pożogi, Podożarze czy Palenie.

Lasowiacy zajmowali się pozyskaniem drzewa, łowiectwem, myślistwem, bartnictwem, wytapianiem rudy darniowej, smoły i mazi oraz wypalaniem węgla drzewnego. Specjalizowali się w bednarstwie, ciesielce, stolarstwie, kołodziejstwie. Przetrwało sporo zapisów, jak świętowali Wielkanoc ci "leśni ludzie".

W zapiskach etnografów znajdujemy m.in.: "O poranku w Niedzielę Zmartwychwstania Lasowiacy, osiedleni nad dolnym Sanem, zapalali stare maźnice ze smarem do wozów, które wystawione na pole miały chronić przed złymi mocami pasących nocą konie".

Innym wielkanocnym zwyczajem było wspólne gromadzenie się i chodzenie po domach odświętnie ubranych młodszych gospodarzy i parobków, którzy radośnie i z mocą wykonywali w poranek Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego śpiew alleluja, za co wynagradzano ich święconką. Podczas spotkań śpiewano znane piosenki.

Radosny charakter Niedzieli Wielkanocnej oddawały liczne ludowe pląsy i skoczne harce. W okolicach Krosna chłopcy bawili się w diabła, dzieląc się na stronę diabelską i bożą, aby stoczyć bitwę. Zwycięzca, zwykle ze strony bożej, wśród okrzyków radości dosiadał pokonanego przeciwnika jak osła, co symbolizowało wjazd Chrystusa do Jerozolimy.

Śpiewano też przy okazji korowodów panien czy śmigusowego polewania. Jedną z praktyk świątecznego poniedziałku było chodzenie po wsiach drabów lub śmigurtów, przepasanych słomą i noszących słomiane czapki. Gdy chodzili parami, jeden przebierał się za babę, drugi – za dziada. W domach głosili wierszowane mowy i życzenia, za co dawano im jaja i polewano wodą.

Wybrane dla Ciebie
Oddychamy coraz gorszym powietrzem. Sytuacja Polski podobna do Rumunii
Oddychamy coraz gorszym powietrzem. Sytuacja Polski podobna do Rumunii
Człowiek i rekin. Nagranie z USA niesie się w sieci
Człowiek i rekin. Nagranie z USA niesie się w sieci
Brytyjczycy wyślą system antydronowy do Kuwejtu. Jest decyzja
Brytyjczycy wyślą system antydronowy do Kuwejtu. Jest decyzja
Akcja policjantów z Zabrza. Tak zatrzymali włamywaczy
Akcja policjantów z Zabrza. Tak zatrzymali włamywaczy
Praca w polu podczas Wielkiego Tygodnia? W komentarzach burza
Praca w polu podczas Wielkiego Tygodnia? W komentarzach burza
Kłopoty Rosjan. Pierwsza taka sytuacja od 2,5 roku
Kłopoty Rosjan. Pierwsza taka sytuacja od 2,5 roku
Jest nowy sondaż. Orban pozostanie premierem Węgier
Jest nowy sondaż. Orban pozostanie premierem Węgier
59-latek miał znęcać się nad psami. Wiemy, ile lat mu grozi
59-latek miał znęcać się nad psami. Wiemy, ile lat mu grozi
Przyszedł na operację. Oto czego dowiedział się w szpitalu. "Bałagan"
Przyszedł na operację. Oto czego dowiedział się w szpitalu. "Bałagan"
15-letni Oskar nie żyje. Tragedia na Mazurach
15-letni Oskar nie żyje. Tragedia na Mazurach
Bójka na S8. Kierowca BMW aż wysiadł z auta. Jest nagranie
Bójka na S8. Kierowca BMW aż wysiadł z auta. Jest nagranie
Wracał z grobu taty. Doszło do tragedii. Nie żyje 17-letni Nikodem
Wracał z grobu taty. Doszło do tragedii. Nie żyje 17-letni Nikodem