Tak Rosja szuka żołnierzy. Desperacja Putina
Rosyjskie władze coraz mocniej kierują rekrutację do armii na uczelnie. Według doniesień chodzi zwłaszcza o studentów zagrożonych skreśleniem z listy.
Najważniejsze informacje
- Według "The New York Times" rekruterzy celują w studentów z problemami na uczelni, kusząc rolą operatorów dronów.
- Kreml oficjalnie zaprzecza zorganizowanej akcji, ale przyznaje poszukiwanie kadr do nowej formacji bezzałogowców.
- Straty Rosji na froncie od miesięcy mają przewyższać nabór. Armia sięga po cudzoziemców i więźniów, oferując bonusy i ułaskawienia.
Rosyjska armia przyśpiesza działania rekrutacyjne w środowisku akademickim. Według informacji podanych przez "The New York Times", rekruterzy odwiedzają setki uczelni, aby dotrzeć do studentów, którzy mogą zostać zagrożeni wyrzuceniem z uczelni.
Jak wynika z raportu, główną zachętą są oferty pracy jako operator dronów oraz obietnice rocznego kontraktu wojskowego. Taki przekaz ma sprawiać wrażenie, że służba jest stosunkowo bezpieczna, a po krótkim czasie można wrócić do życia cywilnego.
"The New York Times" opisuje przypadki, w których studenci tracący miejsce na uczelni otrzymują propozycje podpisania umowy z rosyjskim resortem obrony.
Nagranie w plaży. Turyści zatrzymywali się i obserwowali
Według dziennika głównym elementem oferty jest praca jako operator dronów oraz obietnica krótkiej służby wojskowej. Przekaz ma sugerować, że służba w armii może być szybka i stosunkowo bezpieczna.
Jednocześnie redakcja podkreśla ważny problem: w Rosji kontrakty wojskowe są bezterminowe, co oznacza, że nie mają automatycznie ustalonego czasu zakończenia. To podważa obietnice o łatwym powrocie do życia cywilnego po roku służby.
Dziennik relacjonuje, że od lutego wojskowi rekruterzy pojawiają się na setkach kampusów, prowadząc prezentacje i spotkania. Plakaty oraz filmy promocyjne mają zapełniać budynki uczelni. Studenckie medium "Groza" wyliczyło 269 uczelni i kolegiów, w których odbywały się sesje rekrutacyjne, w tym na terytoriach okupowanych na Ukrainie.
Tak Rosja szuka żołnierzy. Kreml zaprzecza akcji
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w tym miesiącu dziennikarzom, że nie ma wiedzy o kampanii rekrutacji na uniwersytetach.
Jednocześnie przyznał, że nowo tworzona jednostka operatorów dronów rzeczywiście "szuka nowego personelu". Oznacza to, że program związany z bezzałogowymi statkami powietrznymi jest traktowany jako priorytetowy.
Opozycyjny prawnik Artem Klyga, który wyjechał z Rosji, ocenia, że obecne działania rekrutacyjne mogą być próbą uniknięcia niepopularnej mobilizacji powszechnej, podobnej do tej z 2022 roku.
Według jego wypowiedzi, na którą powołują się media, władze wolą prowadzić intensywny nabór ochotników zamiast ogłaszać kolejną falę przymusowego poboru do wojska.
W ostatnich miesiącach rosyjskie straty na froncie mają wynosić około 30 tysięcy osób miesięcznie. Według danych wywiadowczych, które są przytaczane w raportach, przez pewien czas liczba strat była nawet wyższa niż tempo rekrutacji do armii.
W odpowiedzi na tę sytuację władze mają starać się wyrównać braki, zwiększając liczbę ochotników w wojsku. Z dostępnych informacji wynika, że rosyjska armia przyciąga obecnie około 30–36 tysięcy nowych rekrutów miesięcznie.
Równolegle rekruterzy sięgają po cudzoziemców i więźniów. Oferowane są wysokie premie finansowe, zwolnienia z odbywania kary, a obcokrajowcom – uproszczona ścieżka do obywatelstwa. W materiałach źródłowych pojawia się też wątek migrantów, których zachęca się wizją legalizacji pobytu.