Zapadlisko w Stanisławiu pod Tczewem. Właściciel domu zabiera głos
We wsi Stanisławie powstało gigantyczne zapadlisko, które mogło doprowadzić do zburzenia domu. - Wyrwa podeszła już pod taras - mówi o2.pl pan Sławomir Połomski, właściciel domu. - Sprawa wyglądała na bardzo poważną - dodaje sołtys wsi Radosław Mazurek.
W miejscowości Stanisławie nieopodal Tczewa z piątku na sobotę doszło do zapadliska na terenie prywatnej posesji. Z relacji strażaków wynika, że znajdowało się na powierzchni ok. 100 metrów kwadratowych. Głębokość przekraczała nawet 8 metrów.
Tczewscy strażacy poinformowali, ze grunt był podmywany przez nurt wody i jej napływ z terenów rolnych. Sytuację pogorszyły roztopy. Istniało zagrożenie dla wspomnianego gospodarstwa, ale też sąsiadów.
Jak się okazało, pod domem biegł również system drenarski, który odprowadza nadmiar wody z gruntu i zapobiega gromadzeniu się jej. To przestarzała, betonowa rura - Nie było tego na mapach. Jej obecność znaleziono dopiero w archiwach z lat 70 - mówi o2.pl Radosław Mazurek, sołtys wsi Stanisławie.
Nie byłem świadomy tego, że coś idzie pod moim domem - dodaje w rozmowie z nami Sławomir Połomski, właściciel domu.
Strażacy zdecydowali się na stworzenie obejścia hydraulicznego, czyli tzw. bypass. Pozwoliło to na kontrolowane odprowadzanie wody i ograniczenie napływu do rejonu zapadliska. Nie była konieczna ewakuacja mieszkańców z zagrożonych obiektów.
Pan Sławomir zadzwonił do mnie rano w sobotę. Sprawa wyglądała na bardzo poważną. Napięcie rosło z każdą godziną, była nerwowa atmosfera, bo wciąż ubywało gruntu. Ten dom mógł się zawalić. To były sceny jak z filmu - dodaje sołtys Mazurek.
Wójt gminy Tczew zaproponował właścicielowi domu chwilowe zamieszkanie w świetlicy wiejskiej. Mężczyzna nie skorzystał. - Wyrwa podeszła już pod taras. Gdyby nie służby, to pewnie nie miałbym domu - mówi o2.pl pan Sławomir Połomski, właściciel domu.
Nasz rozmówca zdradza nam, że niewielką dziurę w ziemi na podwórku znalazł już w piątek. Nie zaniepokoił się nią, ponieważ dopuszczał możliwość, że mogła ona zostać wykonana przez zwierzę. - W sobotę rano była już duża i rosła cały czas. Dziś wyrwa została zasypana - dodaje.
Chcę podziękować służbom za profesjonalizm oraz firmom prywatnym - Poltrans i Ewa, który zlikwidowały mój problem. Podziękowania również dla wójta Tczewa, który zorganizował pomoc - mówi nam Połomski. - Mam jednak problem z ustaleniem, do kogo należy ten drenaż - dodaje właściciel domu.
Jak mówi, żaden urząd nie przyznaje się do zamontowania systemu podziemnego. Sławomir Połomski szuka kancelarii prawnej, która pomoże wyjaśnić sprawę. - Nie wiadomo, co będzie kolejnej zimy, a nawet za tydzień. Mieszkam tu pięć lat i nigdy nie było żadnego problemu - kończy Połomski.
Mateusz Kaluga, dziennikarz o2.pl