Znikają szybciej, niż sądzono. "To powinno nas wszystkich niepokoić"
Najważniejsze informacje
- Dr Bartłomiej Luks (IGF PAN) ostrzega, że tempo topnienia lodowców ma globalne konsekwencje dla klimatu i zasobów wody.
- Na Spitsbergenie bilans masy lodowca Hansa w ostatnich latach jest coraz bardziej ujemny.
- Jedyną skuteczną drogą do zatrzymania trendu badacz wskazuje ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.
W rozmowie w Studiu PAP dr Bartłomiej Luks z Instytutu Geofizyki PAN przypomniał, że lodowce działają jak naturalne magazyny wody słodkiej i wpływają na klimat na całym świecie. Już sama pokrywa śnieżna pełni ważną funkcję: izoluje glebę zimą i tworzy warunki życia dla mikroorganizmów oraz drobnych zwierząt. Jak zaznaczył naukowiec, konsekwencje ich zaniku nie kończą się na Arktyce.
Badacz zwrócił uwagę, że i śnieg, i lód kontrolują przebieg procesów klimatycznych w skali globalnej. Przypomniał zjawisko albedo: jasne powierzchnie odbijają promieniowanie słoneczne, chroniąc planetę przed przegrzewaniem. Gdy lodu morskiego ubywa, mniej energii się odbija, a morza szybciej się nagrzewają. Właśnie dlatego tak wiele miejsca poświęca się monitorowaniu zasięgu lodu w Arktyce i wokół Antarktydy. Według dr. Luksa to wskaźniki, które wprost pokazują dynamikę zmian klimatu.
Główny przykład, którym posłużył się rozmówca PAP, to Spitsbergen i regularnie badane lodowce w rejonie Polskiej Stacji Polarnej Hornsund. Naukowiec, który od ponad 20 lat prowadzi tam terenowe obserwacje, mówi o zauważalnych różnicach w zasięgu pokrywy śnieżnej i kondycji lodowców. Podkreślił, że ten trend nie jest incydentalny, lecz utrzymuje się od dekad, co widać w danych pomiarowych i w terenie.
Spitsbergen: szybkie topnienie lodowca Hansa
W centrum uwagi badaczy pozostaje lodowiec Hansa, monitorowany od 1989 r. Dr Luks wskazał, że tylko dwa razy w latach 90. jego bilans masy był dodatni, czyli masa lodu wzrosła w skali roku. W pozostałych sezonach notowano wartości ujemne, a w ostatnich latach nasila się topnienie powierzchniowe. To czytelny znak trwałej zmiany warunków, który współgra z obserwacjami z innych regionów kriosfery. Naukowiec konkluduje, że takie sygnały powinny pobudzać do szybkiego działania na poziomie globalnym.
Powinno nas wszystkich niepokoić - ocenił dr Luks, odnosząc się do tempa topnienia.
Zwrócił uwagę, że od wody ze śniegu i lodowców zależą znaczne populacje, m.in. w rejonie Karakorum i szerzej w Azji. Jak podał, ok. 1,2 mld ludzi korzysta z zasobów wodnych zasilanych przez kriosferę. W praktyce każde przyspieszenie zaniku lodu może przełożyć się na dostęp do wody pitnej i funkcjonowanie tamtejszych gospodarek.
Emisje, geoinżynieria i kosztowne półśrodki
Dr Luks podkreślił, że jedyną drogą, by "rzeczywiście zatrzymać topnienie lodowców", jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Nauka rozważa też pomysły geoinżynieryjne: podmorskie bariery dla strumieni lodowych w Antarktyce czy rozpraszanie chemikaliów w atmosferze, by spowolnić topnienie. "Są one dość kontrowersyjne" - wskazał, bo nie znamy w pełni ich skutków środowiskowych. Wspomniał również o białych płachtach zwiększających albedo. To jednak działania lokalne i bardzo kosztowne, przez co nie rozwiążą problemu w skali planety.