Zwrot w procesie Łukasza Żaka? Świadek ujawniła rozmowy
Niespodziewany wątek pojawił się podczas kolejnej rozprawy dotyczącej tragedii na Trasie Łazienkowskiej. Jak podaje "Fakt", jedna z kluczowych świadków przyznała, że kontaktowała się z obrończynią Łukasza Żaka poza oficjalnymi przesłuchaniami.
Pierwotnie wydawało się, że proces zbliża się do finału, ale przesłuchanie Sary S. zmieniło przebieg rozprawy. Kobieta była wcześniej wielokrotnie wzywana, jednak nie stawiała się w sądzie.
Jak podaje "Fakt", Sara S., która podróżowała samochodem razem z Żakiem w dniu tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, przyznała przed sądem, że skontaktowała się z mecenas reprezentującą oskarżonego, ponieważ obawiała się o własne bezpieczeństwo.
Poinformowałam wtedy panią mecenas, że mam nadzieję, że jak ja będę przesłuchiwana, to będziemy dla siebie miłe. I powiedziałam, że inaczej przyniosę torbę po narkotykach, którą Łukasz zostawił w domu mojego chłopaka przed wyjazdem do Szwecji, tuż przed wypadkiem - relacjonowała świadek, cytowana przez "Fakt".
Gala Samochód Roku Wirtualnej Polski 2026
Według jej słów w torbie miał znajdować się nawet kilogram marihuany. Podczas rozprawy pojawiły się również pytania dotyczące rozmów świadków po wypadku. Sara S. potwierdziła, że rozmawiała ze swoim partnerem o przebiegu wydarzeń, jednak zaprzeczyła, by wspólnie ustalali alibi.
Kobieta zeznała, że po zdarzeniu Żak pojawił się w jej mieszkaniu. Jak relacjonowała, oskarżony wykonywał wtedy telefon do nieustalonej osoby.
Będąc w mieszkaniu, Łukasz do kogoś telefonował i padły słowa, że potrzebuje pomocy, bo "odje... typa" – zeznała świadek.
Sara S. zeznała, że jeszcze przed poznaniem Łukasza słyszała od jego kolegi, iż miał on grozić komuś nożem. Przyznała, że potraktowała te informacje bardzo poważnie i dlatego przestraszyła się, gdy po wypadku pojawił się w jej mieszkaniu. Według jej relacji Łukasz namawiał jej partnera, aby poszedł z nim w inne miejsce, co wywołało między nimi kłótnię. Wtedy miał powiedzieć, że mają się zamknąć, bo zaraz ich rozjedzie. Kobieta wyjaśniła, że nie zgłosiła sprawy służbom, ponieważ była pod wpływem silnego stresu i alkoholu.
Tragedia na Trasie Łazienkowskiej
Do wypadku doszło we wrześniu 2024 r. Według ustaleń śledczych Łukasz Żak prowadził volkswagena arteona, będąc pod wpływem alkoholu. Biegli ocenili, że samochód poruszał się z prędkością przekraczającą 220 km/h. Auto uderzyło w forda, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Zginął 37-letni mężczyzna, a jego żona i dwoje dzieci odnieśli obrażenia.
Po zdarzeniu Żak uciekł do Niemiec. Został zatrzymany i przekazany polskim organom ścigania. Proces w jego sprawie zbliża się do końca, jednak sąd nie zamknął jeszcze przewodu sądowego. Kolejna rozprawa została wyznaczona na lipiec.