Reporterka okradziona w Meksyku. Dramat na starcie mundialu
Pierwsze godziny mundialu w Meksyku przyniosły nie tylko piłkarskie emocje, ale też kradzież, problemy z dojazdem i zamieszki pod stadionem. Według doniesień "Daily Mail" brytyjska dziennikarka Charlotte Daly relacjonująca otwarcie turnieju w Meksyku opisała serię zdarzeń, które rozegrały się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
Najważniejsze informacje
- Brytyjska dziennikarka Charlotte Daly opisuje, że w Meksyku straciła telefon i karty podczas krótkiego przejścia między hotelami.
- Media miały dojechać na stadion oficjalnymi autobusami FIFA, ale przejazd utknął na policyjnych blokadach i objazdach.
- Tuż przed meczem otwarcia doszło do starć protestujących z policją, użyto m.in. gazu łzawiącego.
Pierwsza doba turniejowa w Meksyku wyglądała inaczej niż standardowy obraz otwarcia mistrzostw świata: pełne trybuny, kolorowe tłumy i spokojna atmosfera święta futbolu. Z relacji "Daily Mail" wynika, że już na starcie pojawiły się problemy z bezpieczeństwem i logistyką w Meksyku City, a wydarzenia z ulic zdominowały przygotowania do meczu.
Mundial zwykle uchodzi za największe piłkarskie święto. Dla milionów widzów na całym świecie dzień otwarcia to pełne trybuny, barwni kibice i początek miesięcznego festiwalu sportu. Moje pierwsze 24 godziny w Meksyku wyglądały jednak zupełnie inaczej - napisała dziennikarka Charlotte Daly.
Daly dzień przed spotkaniem zmieniała hotel. Nowe miejsce znajdowało się zaledwie około czterech minut spacerem od poprzedniego.
Sąd wstrzymał egzekucję. 49-latek miał umrzeć za morderstwo 2 osób
Jak relacjonowała, w drodze zauważyła osoby, które zachowywały się podejrzanie, dlatego przełożyła telefon, karty bankowe i inne cenne rzeczy do plecaka. Chwilę później odkryła, że jej rzeczy zniknęły. Po kradzieży musiała zablokować karty płatnicze i zgłosić sprawę na policję.
Następnego dnia kłopoty nie ustały. Dziennikarze dostali informację, że skorzystają z wahadłowych autobusów FIFA, ale na miejscu brakowało jasnych wskazówek: gdzie dokładnie jest odjazd i o której pojawi się transport. Gdy podstawiono autobus, przejazd wielokrotnie zatrzymywały punkty kontrolne, a część tras była zamknięta.
W relacji pojawia się też porównanie, które pokazuje skalę zamieszania: jeden z dziennikarzy, który zrezygnował z oficjalnego transportu i pojechał Uberem, dotarł na miejsce w ok. 40 minut. Podróż dziennikarki, mimo że była w autobusie przeznaczonym dla mediów, miała zająć ponad dwie godziny.
Protesty pod stadionem i gaz łzawiący
Najbardziej napięta sytuacja rozegrała się jednak pod słynnym stadionem Estadio Azteca, gdzie od początku dnia gromadzili się protestujący.
Według doniesień "The Sun" wśród protestujących byli matki i bliscy osób, które zaginęły. Domagali się, by władze skuteczniej szukały ich krewnych; część rodzin obawia się, że zaginieni mogli zostać przymusowo zwerbowani lub zabici przez kartele narkotykowe.
Przez wiele godzin demonstracje przebiegały spokojnie, ale na ok. 10 minut przed rozpoczęciem meczu napięcie gwałtownie wzrosło.
Przed stadionem doszło do zamieszek. Setki osób próbowały przedostać się przez ogrodzenie i bariery w południowo-zachodniej części obiektu. W stronę policji poleciały kamienie, a w tłumie odpalono race.
Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, aby opanować sytuację. Według doniesień rannych zostało kilka osób, w tym policjantka z poważnym urazem głowy oraz jeden z dziennikarzy relacjonujących wydarzenia.
Dla wielu przybywających na stadion dzień otwarcia mundialu zamiast wizytówki gospodarza stał się obrazem dymu, przemocy i niepokojów. Kiedy w końcu usiadłam, by obejrzeć spotkanie, czułam się niemal jak w innym świecie. Dwadzieścia cztery godziny wcześniej przyleciałam z nastawieniem na futbol. Zamiast tego straciłam telefon, utknęłam w komunikacyjnym chaosie i byłam świadkiem gwałtownych starć tuż za bramami mundialu - tłumaczyła.
Mimo problemów mecz inaugurujący turniej odbył się zgodnie z planem. Meksyk pokonał Republikę Południowej Afryki 2:0.