Atak w Berlinie. Dziesiątki tysięcy ludzi bez prądu. Przyznali się
Lewicowo-ekstremistyczna grupa określająca się jako "Vulkangruppe" przyznała się do podpalenia kabli zasilających elektrownię w berlińskiej dzielnicy Lichterfelde. W wyniku ataku od sobotniego poranka bez prądu i ogrzewania pozostają dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych w południowo-zachodniej części Berlina.
W oficjalnym liście otwartym sprawcy nazwali podpalenie "działaniem na rzecz dobra wspólnego". Jak napisali, w nocy "skutecznie przeprowadzili sabotaż" w elektrowni gazowej w Lichterfelde. Atak określili jako "akt samoobrony i międzynarodowej solidarności z tymi, którzy chronią Ziemię i życie".
Sylwester w Chełmie. Tak wygląda scena. Kosztowała podatników 2 mln
Autorzy przyznali, że przerwy w dostawach energii dotknęły m.in. dzielnice Wannsee, Zehlendorf oraz Nikolassee. Jednocześnie przedstawili je jako "skutek uboczny", podkreślając, że celem była "kopalna gospodarka energetyczna", a nie mieszkańcy.
"Tagesspiegel" podkreśla, że przeprosiny skierowali wyłącznie do mniej zamożnych osób, zaznaczając, że wobec właścicieli willi w tych rejonach ich współczucie jest "ograniczone".
Grupa ma działać co najmniej od 2011 roku
Według niemieckich służb bezpieczeństwa "Vulkangruppe" ma działać co najmniej od 2011 roku i od tego czasu jej nazwę wiązano z kolejnymi podpaleniami w Berlinie i Brandenburgii. Grupa dwukrotnie – w 2021 i 2024 roku – miała atakować infrastrukturę zasilającą zakład Tesla w Grünheide. Śledczy sprawdzają również możliwy związek z dużą awarią prądu, do której doszło we wrześniu 2025 roku w dzielnicy Adlershof.
Celem wcześniejszych ataków były najczęściej kanały kablowe wzdłuż linii kolejowych, ale także maszty telekomunikacyjne, linie danych oraz pojazdy firmowe.
Skład i struktura organizacyjna grupy pozostają nieznane. Służby wskazują jednak, że w co najmniej ośmiu przypadkach styl i konstrukcja manifestów są na tyle podobne, iż można mówić o tych samych autorach.
W najnowszym oświadczeniu grupa ostro krytykuje "chciwość energetyczną", która – ich zdaniem – przyczynia się do globalnego ocieplenia i niszczenia fundamentów życia. Autorzy twierdzą, że skutki zmian klimatu są bagatelizowane i "rozpływają się" w tabelach oraz deklaracjach międzynarodowych konferencji.
Szczególna krytyka dotyczy rozwoju sztucznej inteligencji, którą ekstremiści łączą z ogromnym zapotrzebowaniem na energię i zagrożeniami społecznymi. W piśmie pojawiają się tezy o powszechnej inwigilacji oraz dominacji wielkich koncernów technologicznych. Autorzy snują też katastroficzne wizje świata uzależnionego od "świecących ekranów" i "martwych urządzeń" - zauważa "Tagesspiegel".