Mężczyzna stracił ptaka. Wpadł w inne ręce

Przedstawiciele małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego wspólnie z policją interweniowali na zakopiańskich Krupówkach. Funkcjonariusze odebrali sowę płomykówkę mężczyźnie, który udostępniał ją turystom do zdjęć. Ptak trafił na badania do lekarza weterynarii.

Sowa płomykówka zdjęcie poglądoweSowa płomykówka zdjęcie poglądowe
Źródło zdjęć: © Twitter
Anna Wajs-Wiejacka

Do tej niecodziennej interwencji doszło na zakopiańskich Krupówkach w środę 28 lutego, o czym poinformowali funkcjonariusze z małopolskiej Krajowej Administracji Skarbowej. Jak przekazali, ptak został przez nich przejęty i od razu trafiło na badania do lekarza weterynarii.

Jak wskazuje "Gazeta Krakowska", oględziny potwierdziły, że zwierzę jest przemęczone, ma przycięte i powyrywane pióra, a także w nienaturalny sposób kiwa się na boki. Jak podkreślono, sowa była przetrzymywana w nieodpowiednich warunkach. Trzymano ją w klatce, w której nie było odpowiedniego drążka, na którym ptak mógłby stać.

Płomykówka, tak jak wiele innych sów, jest gatunkiem chronionym Konwencją Waszyngtońską i polskimi przepisami o ochronie przyrody. Pomijając aspekt prawny, sowy to nocne ptaki drapieżne. Zmuszanie ich do aktywności w dzień jest po prostu znęcaniem się nad nimi — przypomina Małgorzata Woźniak-Słota, zastępca naczelnika Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Krakowie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Powódź błyskawiczna we Włoszech. Paraliż na północy kraju

Policja zapowiedziała, że sprawa trafi do prokuratury. Sąd najpewniej zdecyduje przepadek zwierzęcia na rzecz Skarbu Państwa. Wtedy resort klimatu i środowiska wskaże nowy dom dla sowy lub zdecyduje o jego powrocie do życia na wolności, jeśli zwierze będzie do niego zdolne.

Zwierzę nie powinno być atrakcją turystyczną!

Niestety przykład sowy płomykówki z Krupówek nie jest ani odosobniony, ani ostatni. Zwierzęta w wielu miejscach kraju wykorzystywane są jako atrakcje turystyczne. Zmuszane są do nienaturalnych dla nich zachowań, a nierzadko przetrzymywane w skrajnie trudnych warunkach.

Każdy, kto chciałby pochwalić się w social mediach zdjęciem z dzikim zwierzęciem, powinien mieć z tyłu głowy, że bierze udział w dręczeniu. Nie uczmy tego naszych dzieci! - apeluje Małgorzata Woźniak-Słota.

Im mniejsze będzie nasze zainteresowanie tego rodzaju "atrakcjami", tym mniej będzie osób je oferujących.

Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie