Polka zamówiła kawę we Włoszech. Ceny zaskakują

Sezon urlopowy w pełni, a wraz z nim w sieci tradycyjnie lądują zdjęcia tzw. "paragonów grozy". Polacy chętnie dzielą się w mediach społecznościowych cenami w kurortach – zarówno tych nad Bałtykiem, jak i za granicą. Tym razem pod lupę trafiły Włochy i jedno z najpopularniejszych miejsc urlopowych w Europie. Czy kultowe śniadanie nad malowniczym Jeziorem Garda zrujnowało portfel polskiej turystki?

.Polka zamówiła kawę i deser we Włoszech. Ceny zaskakują
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

Pani Aleksandra, która spędzała czerwcowy urlop w północnych Włoszech, opublikowała w swoich mediach społecznościowych zdjęcie z kawiarni w urokliwej miejscowości Peschiera del Garda. Post został opatrzony ironicznym podpisem: "Paragon grozy".

Na dołączonych zdjęciach widzimy klasyczny, włoski zestaw śniadaniowy dla dwóch osób: dwa puszyste rogaliki (brioche) z nadzieniem oraz dwie filiżanki świeżo parzonego cappuccino z precyzyjnymi wzorkami z mlecznej pianki.

Wydaliśmy 253 zł na drożdżówki. Czy to już przesada?

Ile kosztuje klasyczne włoskie śniadanie nad Gardą?

Okolice Jeziora Garda od lat uchodzą za jeden z droższych regionów turystycznych we Włoszech. Ceny noclegów czy obiadów w tamtejszych restauracjach potrafią przyprawić o zawrót głowy. Jak na tym tle wypada poranna wizyta w kawiarni? Przyjrzyjmy się uważnie opublikowanemu paragonowi:

  • 2 x Cappuccino – 4,00 euro (czyli zaledwie 2,00 euro za sztukę - ok. 8,60 zł)
  • 1 x Brioche Marmellata (rogalik z dżemem) – 1,50 euro - ok. 6,5 zł
  • 1 x Brioche Nutella (rogalik z kremem czekoladowym) – 2,00 euro - ok. 8,60 zł

Łączny koszt śniadania dla dwóch osób wyniósł dokładnie 7,50 euro. Przy obecnym kursie walut to równowartość około 32-33 złotych.

"Groza" tylko z nazwy

W dobie szalejącej inflacji, kiedy za podobny zestaw w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie przyjdzie nam zapłacić nierzadko od 50 do nawet 80 złotych, włoski rachunek brzmi niemal jak okazja roku. Za niewiele ponad 16 złotych od osoby polscy turyści mogli cieszyć się leniwym porankiem, kawą i świeżym wypiekiem w jednym z najpiękniejszych zakątków Italii.

Okazuje się więc, że tym razem "paragon grozy" okazał się nim być jedynie z przekąsu. Wpis pani Aleksandry udowadnia, że zagraniczne podróże – przy odrobinie szczęścia i wyborze lokalnych barów zamiast ekskluzywnych restauracji w pierwszym rzędzie od wody – wcale nie muszą rujnować naszego wakacyjnego budżetu.

A Wy? Ile najczęściej płacicie za kawę i coś słodkiego podczas swoich urlopów? Czekamy na Wasze komentarze i zdjęcia paragonów.

Wybrane dla Ciebie