Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 
aktualizacja 

Sąd orzekł ws. Pegasusa. Były agent CBA: "Większej głupoty nie słyszałem"

655

Wrocławski Sąd Apelacyjny orzekł, że Centralne Biuro Antykorupcyjne korzystając z Pegasusa łamało prawo. Zdaniem sędziów, pozyskane przy użyciu systemu dane nie mogą być użyte jako dowód w sprawie karnej. Były agent CBA broni jednak użycia systemu i tłumaczy, dlaczego orzeczenie sądu jest wadliwe.

Sąd orzekł ws. Pegasusa. Były agent CBA: "Większej głupoty nie słyszałem"
Przełomowy wyrok sądu w sprawie Pegasusa? Agent CBA komentuje (CBA)

Sprawa inwigilacji przy pomocy systemu Pegasus budzi ogromne emocje. Sejmowa komisja ds. wyjaśnienia kwestii używania systemu już przeprowadziła pierwsze przesłuchania. Media z kolei rozgrzała sprawa Sądu Apelacyjnego z Wrocławia, który wydał orzeczenie o nielegalności używania systemu.

Zdaniem sądu CBA złamało prawo, korzystając z oprogramowania. Jak wynika z uzasadnienia wyroku, system "nie gwarantuje bezpieczeństwa i poufności danych", a dowody pozyskane z użyciem Pegasusa nie mogą zostać uznane w procesie karnym.

Czy to może być wyrok przełomowy? Zdaniem byłego agenta CBA - nie. Rozmówca o2.pl - obecnie już poza służbą - zastrzega sobie anonimowość. Tłumaczy jednak dlaczego wyrok sądu z Wrocławia jest, jak mówi, "niepełny".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: TVP ze zdumiewającymi informacjami nt. Pegasusa. Brejza: niedorzeczne teorie

Sprawa dotyczy ujawnienia danych, objętych klauzulą tajności. Miała je ujawnić niepowołanej osobie funkcjonariuszka Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zdaniem sądu, dowody pozyskane przy pomocy Pegasusa są dowodami zdobytymi nielegalnie. A jako takie, nie mogą być używane w postępowaniu karnym.

Potencjalnie mógłby to być przełom, jeśli chodzi o użytkowanie Pegasusa i podobnych systemów. Ale były funkcjonariusz CBA, do którego dotarliśmy, mówi, że nie będzie to takie proste, a sąd myli formę kontroli operacyjnej z metodą uzyskiwania informacji w jej ramach. Co sprawia z kolei, że wyrok jest, w jego ocenie, wadliwy.

Powiem krótko: kiedy się nie odróżnia formy prowadzenia kontroli operacyjnej od metody to niestety później błędnie się zakłada - jak Sąd Apelacyjny z Wrocławia - że się jest wprowadzanym w błąd przy wniosku. I przykro się patrzy, że sąd orzeka w sprawach, co do których nie ma pojęcia co się z czym "je" - rozpoczyna nasz rozmówca.

Problem jest bardzo złożony. Sygnalizowaliśmy to w już w o2.pl. Kwestia sprowadza się do tego, że w polskim systemie prawnym istnieje luka. Brakuje w nim jednego aktu prawnego, dotyczącego tzw. "kontroli operacyjnej" - zespołu czynności i działań służb, dotyczących sposobów i form prowadzenia inwigilacji przez służby specjalne.

Mimo że każda służba ma w swojej ustawie zapisy o kontroli operacyjnej (KO), to Prezes Rady Ministrów ustala wzory tego jak ma wyglądać wniosek o KO. Tutaj istotną rzeczą jest coś innego: wzory zawierają formę prowadzenia KO - mówi rozmówca o2.pl.

O co chodzi? Poprzez formę prowadzenia "kontroli operacyjnej" rozumie się np. podsłuch telefonu, pomieszczenia, kontrolę korespondencji internetowej, itp. Nie jest to jednak metoda prowadzenia kontroli. Zdaniem funkcjonariusza sąd przyjął w wydanym orzeczeniu linię, że skoro nie znał metod pozyskiwania informacji w ramach kontroli operacyjnej, to była ona nielegalna.

Większej głupoty nie słyszałem. Czy sąd wie jak pozyskiwane są np. dane internetowe czy dane od operatora telekomunikacyjnego? Nie zna metod uzyskiwania tych informacji a jednak nie kwestionuje ich legalności - mówi funkcjonariusz.

I tu nie ma dyskusji: metody pozyskiwania informacji są niejawne i chronione. To wewnętrzne wypracowane przez służby rozwiązania.

- Weźmy podsłuch pomieszczenia - mówi dalej. I tłumaczy, że we wniosku o zastosowanie kontroli nie pisze się szczegółowo, że danego dnia funkcjonariusze wejdą konkretnym oknem, znajdującym się na danym piętrze konkretnego budynku, a następnie przy pomocy określonego sprzętu podłączą do sieci określone urządzenia.

Sąd użył pojęcia "metody i formy pracy operacyjnej". Ale nie ma żadnych jednoznacznych, spójnych definicji tego, co jest "metodą", a co "formą". Sąd przyjął, że mamy metodę wynikającą z formy, a nie formę wynikającą z metody. Służby mają swoje instrukcje i jakoś to nazywają - tłumaczy o2.pl prokurator Jarosław Onyszczuk ze Stowarzyszenia Prokuratorów Lex Super Omnia.

Dodaje zarazem, że sąd lub prokuratura nie mają dostępu do takich instrukcji. W jego ocenie brak jednolitej, skodyfikowanej w jednym akcie prawnym definicji doprowadzi do sytuacji, w której każdy (funkcjonariusz, śledczy czy przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości) będzie interpretował to na swój sposób.

Dlatego więc, w jego ocenie, sąd błędnie połączył dwa zagadnienia - formę kontroli operacyjnej z metodą pozyskiwania danych w jej ramach. Metody są niejawne i chronione przez służby. I dodaje, że sąd popełnił w orzeczeniu jeszcze jedną pomyłkę. Chodzi o dane, przekazywane przy pomocy komunikatorów internetowych.

Sąd przyjął, że komunikatory internetowe i ich operatorzy nie przekazują służbom danych w tego rodzaju sprawach. A to nie jest zgodne z prawdą. Służby mają możliwość składania wniosków o udostępnienie danych i są na to parafowane stosowne umowy z operatorami danych (jak np. Meta, której własnością jest Facebook, Instagram czy WhatsApp).

Forma prowadzenia kontroli operacyjnej wskazuje i na rodzaj danych, które mają zostać pozyskane i skąd zostały wzięte: z podsłuchu telefonu komórkowego, podsłuchu pomieszczenia, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, korespondencji internetowej. We wnioskach o zarządzenie kontroli wskazuje się jej formę, nie metodę. Czyli w tym omawianym przypadku użycia programu szpiegującego. Dlatego też nie może być mowy o fakcie, że sąd nie wiedział jakiego rodzaju danych dotyczy wniosek o zarządzenie kontroli operacyjnej.

Może to jeszcze bardziej pogłębić zamęt, dotyczący użytkowania Pegasusa. Oraz innych systemów, które znajdują się w rękach polskich służb specjalnych. Dopóki nie powstanie jeden akt prawny, uszczegółowiający metody i formy kontroli operacyjnej, tego rodzaju fragmentaryczne orzeczenia mogą zaciemniać obraz. Co tylko zamąci sprawę wyjaśnienia nielegalnej inwigilacji np. polityków.

Tu nie chodzi o nomenklaturę, tylko o sposób wykorzystania urządzenia. Nie przykładałbym wagi do nomenklatury, której używa sąd. Być może funkcjonariusze są przyzwyczajeni do innej - stwierdza prok. Onyszczuk.

A co na to prawo?

Zgodnie z obowiązującym prawem, o możliwości zastosowania kontroli operacyjnej zawsze decyduje sąd. To on wypowiada się w formie postanowienia, co do zasadności jej zarządzenia na podstawie wniosku przedkładanego przez służbę.

Rodzaj czy forma prowadzonej kontroli wskazują, czy będzie to podsłuch telefonu komórkowego, kontrola korespondencji internetowej itp. Nie są natomiast podawane metody, jakimi służby posługują się uzyskując dany typ informacji. Co istotne, organy są zobligowane do ochrony środków, form i metod realizowanych zadań pracy operacyjnej. Dlatego kluczowym jest rozróżnienie form czy rodzajów stosowania kontroli operacyjnych od metod pozyskiwania informacji w ich ramach.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić