W sprawie chodzi o śmierć 45-letniego Janusza z Wałbrzycha. Ciało mężczyzny znaleziono w mieszkaniu mężczyzny w 2008 r. Początkowo wszystko wskazywało na samobójstwo, bowiem zwłoki były powieszone na lince. Jednak policja otrzymała informację od świadka, że w momencie zdarzenia pan Janusz został obrabowany.
Policja zatrzymała Bogumiła K., znajomego zmarłego. Został zabrany na przesłuchanie. - No i zaczynają maglowanie go. Zaczął rzucać nazwiskami. Okazywało się, że osoby, na które wskazywał, że miały być z nim, to te osoby albo nie żyły, albo w ogóle nie istniały, albo były pozbawione wolności - wspomina pan Wojciech.
Bogumił K. w końcu wskazał na pana Wojciecha. - Jest realnym człowiekiem, przebywa na wolności, miał kontakt z Januszem. No i wszystko później się potoczyło tak, jak się potoczyło - powiedział pan Wojciech w rozmowie z "Interwencją".
Bogumił K. zeznał, że dopuścił się zbrodni razem z panem Wojciechem. Obaj usłyszeli zarzut zabójstwa. Wyrok zapadł w czerwcu 2008 r. Bogumił K. dostał 15, a pan Wojciech 25 lat więzienia. Wyrok podtrzymały kolejne instancje.
- Dla mnie, jako dla fachowca, który 25 lat się tym zajmował, jest to skandal. Jest to dla mnie rzecz niewyobrażalna, że został skazany człowiek bez żadnego dowodu. Na podstawie pomówienia - mówi Janusz Bartkiewicz, były policjant w rozmowie z "Interwencją".
25 lat za niewinność? Dotarli do nagrania
Po dwóch latach pojawił się nowy dowód w sprawie. Obrońca pana Wojciecha dotarł do nagrania z eksperymentu procesowego z udziałem Bogumiła K. Mężczyzna wskazywał, że Janusz L. był bity i kopany. Tymczasem opinia biegłych wykazała, że ofiara nie miała obrażeń wskazujących na pobicie. Bogumił K. zeznał też, że ciało Janusza było położone na krześle i jeden z mężczyzn miał je kopnąć, by upozorować powieszenie. - W tym mieszkaniu żadnych krzesełek nie było. On był sterowany przez policjantów - twierdzi Janusz Bartkiewicz. Obrońca pana Wojciecha dodaje, że "zapis z tego eksperymentu jest w całości dowodem na niewinność" jego klienta.
Agnieszka Połyniak z Sądu Okręgowego w Świdnicy przekazała "Interwencji", że dowód w postaci wyników tego eksperymentu miał niewielki wpływ na wnioski i ustalenia sądu. Zapytana o to, czy sąd mógł popełnić błąd, odpowiedziała, że sprawę oceniały trzy zespoły sędziów. - Żaden z tych sądów wątpliwości nie miał - przekazała prokurator.
- Nie mam zamiaru się przyznać. Nigdy się nie przyznam do czegoś, czego nie zrobiłem, nawet jeżeli miałoby mi to pomóc. Jak można się przyznać do czegoś, czego się nie zrobiło? - podsumował w rozmowie z "Interwencją" pan Wojciech.