Ta historia, opisana przez "Gazetę Lubuską", brzmi jak gotowy scenariusz filmowy.
Latem 2006 r. 14-letnia wówczas Sylwia przebywała na obozie harcerskim nad jeziorem Niesłysz (woj. lubuskie). Dziewczyna weszła do wody z siostrą i koleżanką - wszystkie potrafiły pływać. Wydarzyło się jednak coś niespodziewanego. 14-latce rozpiął kostium, przez co wpadła w panikę i zaczęła tonąć.
Teraz zrobiłabym zupełnie inaczej, ale wtedy próbowałam jednocześnie utrzymać się na wodzie i zapiąć ten strój. Nic mi się nie udało, a z każdą sekundą traciłam siły. Zaczęłam się topić - wspomina pani Sylwia w rozmowie z "Gazetą Lubuską".
Siostra i koleżanka próbowały pomóc, ale nastolatka bała się, że wciągnie je pod wodę. W kryzysowym momencie z pomostu skoczył mężczyzna, który uratował życie nastolatce.
W ostatnim momencie widziałam, jak jakiś mężczyzna skacze z pomostu do wody. Ja już wtedy odpuściłam. Przestałam walczyć - wspomina rozmówczyni "Gazety Lubuskiej". - Jak opadłam na dno, to tylko miałam nadzieję, że ten człowiek płynie faktycznie po mnie i że się uda. Dotknęłam dna i w tym momencie poczułam mocny chwyt za ramię. Ktoś wyciągnął mnie do góry. Złapałam oddech, a ten mężczyzna holował mnie do brzegu - kontynuuje.
Odnalazła go po 20 latach. Mieszkają w jednym mieście
Nastolatka próbowała odnaleźć swojego wybawcę, żeby mu podziękować. Niestety - bez efektu. Pani Sylwia nie zapomniała jednak o tej historii. Po 20 latach postanowiła spróbować jeszcze raz, wykorzystując potencjał mediów społecznościowych.
13 lipca na Facebooku ukazał się wpis, który zdobył prawie 9 tys. reakcji i ponad 1 tys. komentarzy.
Szukam bohatera, który uratował mi życie - napisała pani Sylwia, opisując szczegóły tamtego zdarzenia i zamieszczając zdjęcie pomostu sprzed lat. - Proszę o moc udostępnień, niech ta historia dotrze do właściwej osoby! - apelowała kobieta.
Dzięki błyskawicznej reakcji internautów ta historia ma szczęśliwe zakończenie. Pani Sylwia znalazła mężczyznę, który uratował jej życie.
Dziękuję wszystkim za tak szybkie działanie i niesamowity odzew, dzięki wam odnalazłam mojego bohatera - napisała w poście.
Mężczyzna przyznał, że początkowo nie był pewien, czy apel dotyczy właśnie jego.
Tata powiedział mi, że ktoś szuka ratownika z jeziora Niesłysz. Zacząłem się zastanawiać. Pomyślałem: skoro wtedy pracowaliśmy tam razem z tatą i kuzynem, a do takich akcji najczęściej ruszałem ja, to jest duża szansa, że chodzi właśnie o mnie - powiedział "Gazecie Lubuskiej".
Zamieszczając wpis pani Sylwia celowo pominęła jeden detal - nie wspomniała, że dramat zaczął się z błahego powodu - od rozpiętego stroju kąpielowego. Wiedziała, że jej wybawca prawdopodobnie będzie pamiętał tę historię. Tak właśnie było.
Nie napisałam, co było przyczyną wypadku. Wiedział o tym tylko ten człowiek i ja. Kiedy napisał, że pamięta tę historię i wspomniał właśnie o rozpiętym stroju kąpielowym, nie miałam już żadnych wątpliwości. Wiedziałam, że odnalazłam mojego bohatera - podkreśla rozmówczyni "GL".
Kobieta podziękowała już mężczyźnie, który ocalił jej życie. Wkrótce będzie mogła to zrobić osobiście - planują spotkanie po 20 latach. Okazało się, że pan Damian mieszka wraz z rodziną we Wrocławiu, podobnie jak pani Sylwia.