Żona i matka 37-letniego mężczyzny, ofiary wypadku, do którego doprowadził Łukasz Żak, opowiedziały w rozmowie z reporterkami "Uwagi!" TVN o tym, z czym musiały się mierzyć w ostatnich miesiącach. Kobiety ujawniły szokujące informacje. Gdy przeżywały żałobę po śmierci ukochanej osoby, musiały także znosić zastraszanie, butę i lekceważące zachowanie.
Nie ma dnia, abym nie wracała myślami do męża i do tego wypadku – podkreśla pani Ewelina, rozmówczyni "Uwagi!".
Do tragicznego wypadku doszło niespełna dwa lata temu, na niemal pustej Trasie Łazienkowskiej. Rozpędzony Volkswagen Arteon uderzył w tył Forda jadącego prawidłowo z dozwoloną prędkością; Fordem do domu wracała czteroosobowa rodzina. 37-letni mężczyzna zginął na miejscu. Ciężko ranne zostały żona i dzieci ofiary, a także pasażerka Żaka, jego ówczesna partnerka.
Na początku miałam operacje wątroby, śledziony, problemy z oddychaniem, połamane wszystkie żebra z prawej strony z przemieszczeniem, przeokropny ból, do tego połamany kręgosłup – wspomina żona ofiary.
- Córka na całym ciele miała siniaki, zadrapania. Miała wstrząśnienie mózgu. Synek też miał wstrząśnienie mózgu, miał pękniętą śledzionę, połamaną nóżkę, przez 6 tygodni chodził w gipsie i z prętem w kolanku, żeby się odpowiednio zrastało. Miał też problemy z oddychaniem – dodaje.
Jak wynika z ustaleń prokuratury, Żak miał prowadzić auto, będąc nietrzeźwym i jednocześnie trzymając w ręku telefon, którym nagrywał jazdę. Kulminacyjna prędkość na liczniku miała sięgnąć 226 km/h, przy limicie 80 km/h w miejscu zderzenia.
Tak zachowywali się bliscy oskarżonych. "Witali się, śmiali"
Wdowa opowiedziała "Uwadze!", jak zachowywali się bliscy oskarżonych na sali sądowej (przypomnijmy - wyroki usłyszeli też koledzy Żaka, którzy nie udzielili pomocy ofiarom i organizowali ucieczkę sprawcy).
Któregoś razu usłyszałam bardzo nieprzyjemne, agresywne ataki ze strony tych bliskich: "Dlaczego tak się patrzę, czy widziałam siebie w lustrze?" Żebym się opamiętała. Patrzyłam na tych ludzi, bo chciałam zrozumieć, dlaczego tak młodzi ludzie postępują w ten sposób. Na każdej rozprawie miałam poczucie, że jestem gdzieś na jakiejś imprezie – ujawnia pani Ewelina.
– Nie widziałam u tych ludzi żalu, że kogoś zabili, że zabrali życie młodemu człowiekowi. Oni przychodzili, witali się, śmiali (...) – dodaje pani Bożena, matka ofiary.
Wdowa opowiedziała także o tym, z czym rodzina musiała się zmierzyć zanim rozpoczął się proces.
Był moment, w którym i ja poczułam się zagrożona. Jeszcze przed procesem grób mojego męża był systematycznie niszczony. Wyrywane były kwiaty, wyrzucane rzeczy z grobu, a nawet był on spalony – mówi pani Ewelina.
"Kara jest sprawiedliwa"
W czwartek sąd uznał Żaka winnym i wymierzył mu karę łączną 20 lat pozbawienia wolności. To maksymalny wymiar kary, którego domagała się prokuratura.
To nam na pewno Rafałka nie zwróci, to był nasz najmłodszy syn, ale kara jest sprawiedliwa do tego, co zrobił – powiedziała "Uwadze" matka ofiary.
Obrońca skazanego zapowiedział apelację, twierdząc, że wyrok jest rażąco surowy.