Łyżka żelu dziennie i podobno znikają zmarszczki, problemy z tarczycą i zmęczenie. Mech irlandzki obiecuje za dużo

Mech irlandzki urósł do rangi cudownego eliksiru, który wygładza skórę, naprawia tarczycę i dodaje energii za jednym zamachem. Brzmi to wszystko zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe. Zobacz, gdzie kończy się skład glonu, a zaczyna marketingowa fantazja.

Mech irlandzkiMech irlandzki
Źródło zdjęć: © NaukaJedzenia.pl

Mech irlandzki w formie żelu zrobił ostatnio zawrotną karierę, a razem z nim pojawiła się lista obietnic godna eliksiru młodości. Łyżka dziennie ma podobno wygładzać zmarszczki, regulować pracę tarczycy oraz odganiać zmęczenie. Brzmi to tak dobrze, że aż trudno w to uwierzyć. Warto więc sprawdzić, ile w tych hasłach naukowej prawdy, a ile zwykłego marketingu.

Czym właściwie jest mech irlandzki i skąd pochodzi

Mech irlandzki to morski glon o łacińskiej nazwie Chondrus crispus, czyli czerwona alga zaliczana do krasnorostów. Rośnie głównie na skalistych wybrzeżach północnego Atlantyku, między innymi u wybrzeży Irlandii, Bretanii oraz wschodniej Kanady. Warto wiedzieć, że pod handlową nazwą "sea moss" często sprzedaje się zupełnie inne gatunki, takie jak Eucheuma lub Gracilaria, hodowane w ciepłych wodach Karaibów oraz Azji. Smak i skład mogą się więc różnić w zależności od gatunku i pochodzenia. Popularny żel powstaje w prosty sposób, ponieważ suszony glon najpierw namacza się w wodzie przez kilka godzin, później dokładnie płucze, a na końcu miksuje na gładką masę. Ciekawostką jest to, że ten sam surowiec od dawna służy przemysłowi do produkcji karagenu, czyli naturalnego zagęstnika dodawanego do wielu produktów spożywczych.

Co naprawdę kryje się w łyżce żelu

Łyżka gotowego żelu to przede wszystkim woda, dlatego dostarcza zaledwie kilka kalorii i nie obciąża w żaden sposób bilansu kalorycznego. Sam surowy, uwodniony glon w przeliczeniu na 100 gramów ma przeważnie 50 kalorii, niewiele białka oraz tłuszczu, a większość jego węglowodanów to nietrawione polisacharydy. Znajdziemy w nim też trochę minerałów, głównie jod, żelazo, magnez oraz wapń, jednak w przeciętnej porcji żelu ich ilość jest niewielka. Tu pojawia się największy mit, ponieważ marketing chętnie powtarza, że glon dostarcza 92 minerałów potrzebnych ciału. To zwykła sztuczka reklamowa, bo żaden produkt nie zawiera tylu pierwiastków w przyswajalnej formie, a organizm człowieka wcale ich tylu nie wymaga. Warto też się zastanowić, o jakich ilościach mowa, jeśli chodzi o dzienne zapotrzebowanie.

Obietnica znikających zmarszczek pod ostrzałem faktów

Hasło o znikających zmarszczkach wzięło się głównie z reklamowego skojarzenia glonu z kolagenem oraz "odżywianiem skóry od środka". Problem w tym, że mech irlandzki nie zawiera kolagenu, ponieważ to białko występuje wyłącznie w produktach zwierzęcych. Glon dostarcza jedynie niewielkie ilości witaminy C oraz innych związków potrzebnych skórze, jednak w porcji żelu jest ich na tyle mało, by zmienić jej wygląd. Brakuje też solidnych dowodów na to, że codzienna łyżka żelu rzeczywiście wygładza zmarszczki. Warto rozróżnić dwie rzeczy, ponieważ wyciągi z glonów w kosmetykach nawilżają skórę powierzchniowo, a ten efekt jest chwilowy i nie ma nic wspólnego z jedzeniem. Na kondycję cery dużo mocniej wpływa ochrona przed słońcem, dobre nawodnienie oraz cały sposób odżywiania.

Jod, tarczyca i niebezpieczna huśtawka

Jod jest potrzebny tarczycy do produkcji hormonów, czyli tyroksyny oraz trijodotyroniny, które kontrolują tempo przemiany materii. Problem w tym, że akurat jod występuje w glonach w ogromnej oraz bardzo zmiennej ilości, więc jedna porcja dostarczy go śladowo, a inna grubo ponad dzienne zapotrzebowanie. Dorosły człowiek potrzebuje około 150 mikrogramów jodu na dobę, a górna bezpieczna granica liczona jest w setkach mikrogramów. Łyżka żelu o nieznanej dawce jest w stanie ją przekroczyć. Stąd tytułowa huśtawka, ponieważ i niedobór, i nadmiar jodu zaburzają pracę tarczycy. Najbardziej narażone są osoby z chorobą Hashimoto, nadczynnością lub niedoczynnością, u których nieprzewidywalny zastrzyk jodu szybko miesza w gospodarce hormonalnej.

Zmęczenie i energia

Pomysł, że żel dodaje energii, opiera się głównie na zawartości żelaza oraz na witaminach z grupy B. Żelazo jest potrzebne do transportu tlenu we krwi, a jego niedobór faktycznie objawia się ciągłym zmęczeniem oraz sennością. Jeśli komuś tego pierwiastka brakuje, uzupełnienie go rzeczywiście poprawia samopoczucie. Tyle że mech irlandzki dostarcza tych składników niewiele, a jego żelazo jest słabiej przyswajalne niż to z mięsa. Warto też wiedzieć, że glony zawierają witaminę B12 w formie często nieaktywnej w organizmie, dlatego nie są jej pewnym źródłem. Sam żel nie da więc nagłego zastrzyku energii. Zmęczenie ma przeważnie wiele przyczyn, takich jak za mało snu, kiepska dieta lub niedobory, a żadna łyżka glonu tego nie odmieni w magiczny sposób.

Karagen, błonnik i praca jelit

Karagen nadaje masie galaretowatą strukturę, ponieważ tworzy gęstą otoczkę zatrzymującą wodę. Należy do błonnika rozpuszczalnego, czyli takiego, który nie trawi się w jelicie cienkim i przechodzi do jelita grubego. Taki błonnik spowalnia opróżnianie żołądka oraz zwiększa objętość zawartości pokarmowej, dlatego porcja żelu daje sytość, a u niektórych łagodnie reguluje wypróżnienia. Pojawia się tu pewna kontrowersja, ponieważ w badaniach na zwierzętach rozłożona, czyli niskocząsteczkowa forma karagenu nasilała stany zapalne jelit. W żywności dopuszcza się jednak tylko formę nierozłożoną, a u ludzi przy zwykłym spożyciu brakuje mocnych dowodów na szkodliwość. Warto pamiętać, że nagła duża dawka żelu obciąża wrażliwe jelita, dlatego ilość najlepiej zwiększać stopniowo, szczególnie przy zespole jelita drażliwego.

Kiedy lepiej zachować ostrożność

Glony kumulują metale ciężkie oraz arsen z wody morskiej, dlatego liczy się sprawdzone źródło i przebadany produkt, a nie najtańszy proszek o niepewnym pochodzeniu. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z chorobami tarczycy oraz przyjmujące leki hormonalne, ponieważ żel może zaburzać ich działanie. Kobiety w ciąży i karmiące muszą skonsultować taki dodatek z lekarzem. Ciekawostką jest to, że domowy żel to produkt nietrwały, ponieważ powstaje bez konserwantów. Trzymany zbyt długo lub w cieple szybko psuje się i może pojawić się pleśń. Najlepiej przechowywać go w lodówce i zużyć w ciągu około dwóch tygodni. Warto też pamiętać, że mech irlandzki to jedynie dodatek, a nie lek, więc nie zastępuje leczenia ani diagnozy postawionej przez specjalistę.

Mech irlandzki to ciekawy dodatek o skromnym wkładzie odżywczym, którego wielkie obietnice mocno wyprzedzają dowody naukowe. Nie wygładzi zmarszczek, nie ureguluje tarczycy i nie odgoni zmęczenia jak za dotknięciem różdżki. Najrozsądniej traktować go jak okazjonalne urozmaicenie diety, w którym liczy się jakość produktu oraz umiar, a nie chwytliwe hasła.

Wybrane dla Ciebie