Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Przejdź na
Anna Piątkowska-Borek
|

Katastrofa smoleńska. Zaskakujące szczegóły wniosku o areszt 3 kontrolerów

21
Podziel się

Katastrofa smoleńska. Prokuratura Krajowa wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt tymczasowy dla 3 kontrolerów, którzy 10 kwietnia 2010 roku pełnili służbę na rosyjskim lotnisku w Smoleńsku-Północ. Znamy zaskakujące szczegóły wniosku.

Katastrofa smoleńska. Zaskakujące szczegóły wniosku o areszt 3 kontrolerów
Katastrofa smoleńska (Getty Images, Sean Gallup)

Katastrofa smoleńska. Jest wniosek o areszt dla 3 kontrolerów

W środę wieczorem Prokuratura Krajowa podała, że złożony został wniosek do Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów o areszt tymczasowy dla 3 kontrolerów, którzy mieli dyżur w dniu katastrofy smoleńskiej, 10 kwietnia 2010 roku. Jak się okazuje, wniosek zawiera zaskakujące szczegóły.

Katastrofa smoleńska. Zaskakujące szczegóły wniosku o areszt dla 3 kontrolerów

Według Prokuratury Krajowej 3 kontrolerów, którzy w dniu katastrofy smoleńskiej pełnili dyżur, mogło umyślnie doprowadzić do tragedii. Takie zarzuty pojawiły się we wniosku o areszt tymczasowy dla tych osób.

Zarzuty, które postawiono kontrolerom, dotyczą umyślnego spowodowania katastrofy w ruchu powietrznym, skutkującego śmiercią wielu osób -­ przekazała cytowana przez TVN24 Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej.

Zarzuty skierowano wobec 3 kontrolerów. TVN24 podaje, że są to: Paweł P., Wiktor R. oraz płk. Nikołaj K., który w 2010 roku był dowódcą lotniska Smoleńsk-Północ.

Katastrofa smoleńska. Wniosek o areszt dla 3 kontrolerów to początek

Jeśli sąd przychyli się do wniosku o areszt tymczasowy dla kontrolerów lotniska w Smoleńsku, śledczy będą mogli podjąć kolejne działania. Wówczas będzie można wydać międzynarodowy list gończy, którego celem będzie zatrzymanie wspomnianych 3 osób.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
o2pl
KOMENTARZE
(21)
ozby
rok temu
rany , tu nie ma treści . kto to pisze??? nagłówek jest powtarzany !!!!!!!!!!. ogólnie zero .
Krycha Z.G.
rok temu
Jasne.. taki samolot miał wylądować na " kartoflisku" Przypominam , że wcześniej to lotnisko polowe było kilka lat już nieczynne... To tragedia co się stało. Byli tam ludzie z wielu opcji i ludzie poza partiami.. Ale to nie są winni ci z lotniska. To był lot ekstremalny !!!!! NIEPOTRZEBNY. Jak można tylu ludzi i wysokiego szczebla " wsadzić" do jednego samolotu ???? i pozwolić na takie lądowanie ?? Sumienie nie da się przykryć żadnymi aresztowaniami ludzi. Ten co winny - musi z tym żyć. Nie chciałabym takiej odpowiedzialności dźwigać za żadne skarby świata! Żadne msze tego nie zmażą...
fokus
rok temu
Głównego winowajcy nie bedzie nigdy, bo są w to zamieszane grube ryby. Ofiarami są płotki, ktore tylko wykonują polecenia odgórne.
kalipso
rok temu
a mówili że to zamach...że winne jest PO....obłudnicy a to po prostu była katastrofa ..
aaa
rok temu
Ten wniosek o areszt to był hybrydowy zamach na Putina. Myślano, że gdy się o tym dowie pęknie ze śmiechu.
666
rok temu
MNIE TO LATA KOŁO KINDYBAŁA WASZ SMOLEŃSK WINA KACZYŃSKICH...KONIEC KROPKA
zbych
rok temu
Powinni zamknąć tą komisję która przez tyle lat wciskała nam kit odnośnie katastrofy i to wszystko za nasze pieniądze.
de facto
rok temu
Ci kontrolerzy poinformowali załogę Tupolewa, że nie ma warunków do lądowania.
KAPISZON
rok temu
CI CO SĄ WINNI TO SIEDZĄ TERAZ NA CIEPŁYCH POSADKACH W BRUKSELCE
wr6
rok temu
Kopiuj-wklej po ile teraz??
Muminek
rok temu
A gdzie te zaskakujące zarzuty???
Hańba pisia
rok temu
Pamiętam Lecha Kaczyńskiego, gdy tuż po wyborach prezydenckich meldował swojemu bratu Jarosławowi "wykonanie zadania". Był prezydentem swojego brata i PiS-u, a nie prezydentem Polski ograniczając w ten sposób swoje kompetencje i pełnioną funkcję wbrew postanowieniom Konstytucji RP, której powinien być strażnikiem. Pamiętam, gdy wraz z małżonką pojechał z oficjalną wizytą do Watykanu by złożyć kwiaty na grobie papieża Polaka Jana Pawła II. Widziałem w dzienniku TV jak składał kwiaty na grobie w papierowym opakowaniu, samemu będąc także w opakowaniu w postaci zapiętego płaszcza prochowca. Nie wiedział cham, że kwiaty trzeba rozpakować, a płaszcz zostawić w szatni lub w samochodzie. Przecież oficjalna wizyta u grobu to tak samo oficjalna wizyta, jak u przyjaciół, u których nie zasiadamy do stołu w prochowcu. U nas na wsi każdy to wie, ale Lech Kaczyński niestety nie wiedział. Pamiętam międzynarodową konferencję na Bałkanach, w której uczestniczył prezydent Lech Kaczyński. Zawaliła się wówczas hala w Katowicach, zginęło wiele ludzi. Lech Kaczyński wymknął się z konferencji bocznymi drzwiami i podążył szybko na lotnisko. Za nim pogoniła grupa oficjalna dyplomatów z zamiarem pożegnania go przed odlotem do Polski. Ale Lech Kaczyński dogonić się nie dał, wsiadł do samolotu i odleciał zostawiając zdziwionych dyplomatów na płycie lotniska. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego walczącego o krzesło w Parlamencie Europejskim chociaż wszyscy wiedzą, że w posiedzeniach Parlamentu biorą udział premierzy i ich tematycznie do obrad dobrani ministrowie, a nie prezydenci. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego toczącego bój o samolot do Brukseli, do której lecieć nie powinien. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska walczących na konferencji prasowej o miejsce przy środkowym mikrofonie w czasie wizyty Condoleezzy Rice pozostawionej przez walczące strony z boku, a jako kobieta, dyplomata i ważny gość Polski powinna właśnie być zaproszona o zajęcie miejsca w środku, pomiędzy obu panami. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego, który chciał zmusić pilota tutki do lądowania w Tbilisi w czasie wojny Gruzji z Rosją. Całe szczęście, że pilot był kompetentny i nie wyraził zgody, a przez to był przez Lecha Kaczyńskiego obrażany o tchórzostwo i straszony konsekwencjami. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego, który w czasie wizyty w Gruzji przesiadł się z chronionego przez BOR samochodu rządowego do samochodu prezydenta Gruzji, po czym uciekli polskiej ochronie i pojechali na wycieczkę na front, gdzie trwały walki i gdzie zostali ostrzelani. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego, który okazał swoją wyższość bezdomnemu nazywając go dziadem i nakazując spieprzać. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego, który zapragnął złożyć życzenia cesarzowi Japonii Akihito. Gdy cesarz usłyszał, że pragnie mu złożyć życzenia prezydent Polski, pewnie pomyślał: Chopin, kocham muzykę Chopina (jak wszyscy Japończycy), kocham Polskę. I wyraził zgodę na wizytę. Ale gdy Lech do Japonii przyleciał, dwór cesarski otrzymał już pełen zasób informacji o cechach osobowości Lecha Kaczyńskiego, którego w Europie już znano, nigdzie nie zapraszano i nie przyjmowano (poza prezydentami Litwy i Czech). Przestrzeń dworu cesarskiego nie mogła być skalana przez obecność takiego osobnika. I cesarz Akihito dostał z tego wszystkiego takiego nerwowego rozstroju żołądka, że wylądował w szpitalu. Po wyjeździe Lecha Kaczyńskiego cesarz wyzdrowiał i pełni nadal swoje cesarskie funkcje. Pamiętam Lecha Kaczyńskiego jak po nocnym pijaństwie z opóźnieniem (rano trudno było wstać) ruszał tutką z pijanym generałem na pokładzie do Smoleńska, gdzie podjudzany przez swojego brata Jarosława miał rozpocząć swoją konwencję wyborczą w towarzystwie licznego grona ważnych osobistości. SPRÓBOWALI wylądować na zamkniętym i nieczynnym od wielu miesięcy starym lotnisku wojskowym w Smoleńsku, nie przystosowanym do przyjmowania samolotów pasażerskich, w czasie gęstej mgły, na ślepo. A nuż trafią w płytę lotniska. Nie trafili. Trafili w brzozę.
Lech pech
rok temu
Tu-154 w Smoleńsku nie rozbił się z winy konstrukcji samolotu, ale dla tego, że Lech dzwonił do brata i pytał się, co robić, gdy załoga odmawia lądowania na ślepo we mgle na betonowym placu, będącym byłym lotniskiem wojskowym, gdy załoga wieży lotniska mówi że nie ma warunków do lądowania. Lech zadzwonił do brata, zawsze to robił, gdy chciał się poradzić, bardzo często zresztą, i Jarek powiedział mu, co robić. Dalej sprawę znamy - trzygwiazdkowy pupil w kokpicie, podlany dla kurażu i odwagi małpką, czy dwiema, stojący na załogą, chuchający im promillowym oddechem w karki i pilnujący, czy lądują na ślepo, we mgle, poprzez czytanie na glos wysokościomierza (błędnie ustawionego), sprawdzając, czy samolot zniża lot. No i bum - najpierw brzuchem samolotu pojechali po zagajniku aż skrzydło trafiło na brzozę, brzoza trach ale i skrzydło samolotu - trach - i 96 trupów - tylko dla tego , że Jarek kazał bratu prze telefon wymusić lądowanie na siłę, za wszelką cenę za użyciem trzygwiazdkowego pupila, któremu przyobiecano za wylądowanie wymarzoną, czwarta gwiazdkę, którą rzeczywiście, dostał, ale pośmiertnie. Leciał Lech rozpocząć swą kampanię o reelekcję, kampanię zbudowaną z ciał tragicznie pomordowanych polskich oficerów w Katyniu - stąd była taka presja i ciśnienie, żeby tam lecieć, za wszelką cenę, i lądować. Lechu leciał tam tylko w okresie kampanii, był w 2005, bo wybory, ale w 2006 nie był, w 2007 nie był, w 2008 nie był, w 2009 nie był a w 2010 miał być - bo wiadomo - kampania wyborcza. Osobiście nie chciałbym być w skórze Jarka - gdy zostanie ujawniona jego rozmowa z bratem, ta ostatnia.
Trupolew
rok temu
Za katastrofę Tu-154 odpowiada brat najważniejszej osoby, która tam była na pokładzie, bo Lech, jak zwykle, gdy nie wiedział, co robić, a miał tak wiele, wiele razy, to brał swoją starą nokię i dzwonił do brata, pytając się, co robić. Był to haniebne i żenujące, bo miało miejsce nawet podczas spotkania prezydentów krajów europejskich w 2007 roku, gdy Sarkozy, wkurzony, że Lech ciągle do kogoś dzwoni i pyta się, co robić, zabrał mu telefon z ręki i sam próbował gadać z Jarkiem. No cóż.. I tak było 10 kwietnia 2010 roku. Piloci zameldowali Lechowi, że w Smoleńsku jest zła pogoda i nie ma warunków do lądowania. No to Lechu cabas za telefon i do brata dzwoni, pyta się, co robić? Jarek powiedział mu, to i to. No i zaraz do kokpitu wysłano trzygwiazdkowego pupila, tego samego, który w dniach porannych tego samego dnia, sterroryzował załogę i bezprawnie przejął "dowodzenie" nad tupolewem, tylko po to, by się przypodobać najważniejszemu pasażerowi i wymusić lot za wszelką cenę. Bo już rano, jeszcze na Okęciu, piloci odmawiali wykonania lotu, mając stuprocentową rację, gdyż ten lot nie miał prawa się odbyć z przyczyn już czysto proceduralnych. No to Lech wysłał go, podlał małpką i przyobiecał czwartą gwiazdkę generalską za zmuszenie pilotów do wylądowania za wszelką cenę, we mgle, na ślepo, ze źle nastawionym wysokościomierzem, pilotom, z których jeden ledwie dukał parę słów po rosyjsku. No i finał wszyscy znamy, a zapis ostatniej rozmowy Lecha z bratem Jarosławem poznamy podczas najbliższych wyborów. I zobaczycie, jak Jarek będzie uciekał z Polski do Izraela, co mu zostanie zresztą udaremnione.
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić