Putin ma problem. Paliwowy kryzys narasta
Ukraińskie drony coraz częściej trafiają w infrastrukturę paliwową na okupowanym Krymie i w samej Rosji. Według UNIAN, powołującego się na "WELT", skutki są na tyle odczuwalne, że o brakach paliwa mówią już przedstawiciele Kremla.
Najważniejsze informacje
- Według Sztabu Generalnego Ukrainy drony uderzyły w nocy z niedzieli na poniedziałek m.in. w dużą stację przeładunku ropy na południu Rosji oraz obiekty paliwowe na okupowanym Krymie.
- "WELT" opisuje te ataki jako element strategii Kijowa nastawionej na osłabianie rosyjskiej logistyki i gospodarki.
- Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że na Krymie występują trudności z paliwem
Ukraińska kampania ataków dronami na rosyjskie zaplecze paliwowe i logistyczne wyraźnie przyspieszyła w ostatnich dniach. W nocy z niedzieli na poniedziałek (8 czerwca) zaatakowano jedną z największych stacji przeładunku ropy na południu Rosji oraz naftobazę i inne obiekty na okupowanym Krymie.
Działania te są częścią strategii Ukrainy, której celem jest osłabienie potencjału militarnego Rosji oraz jej możliwości gospodarczych. Jak podają media, skutki tych uderzeń są już zauważalne i coraz częściej mówi się o problemach z dostawami paliwa w Rosji.
Jednym z głównych celów Ukrainy pozostaje tzw. korytarz lądowy do Krymu, który łączy Rosję z okupowanymi terenami na południu Ukrainy. Uderzenia w infrastrukturę paliwową i magazyny paliwa utrudniają zaopatrzenie rosyjskich wojsk na froncie.
38-latek podpalił stodołę w Budzowie. Potem groził dałej. Jest finał sprawy
Według niemieckiego WELT presja na rosyjską infrastrukturę energetyczną zaczyna powodować realne zakłócenia na okupowanym Krymie. W tym samym czasie pojawia się wyraźna różnica między oficjalnymi komunikatami Kremla a sytuacją opisywaną na zapleczu rosyjskiej armii, gdzie problemy logistyczne stają się coraz bardziej widoczne.
UNIAN przytacza też ocenę byłego dowódcy wojsk USA w Europie Bena Hodgesa, który odniósł się do sytuacji w mediach społecznościowych. "To absolutnie upokarzające dla rosyjskich wojskowych i rządu, że ukraińskie drony niemal bez przeszkód latają przez rosyjską przestrzeń powietrzną" - napisał na platformie X.
Ostatnie ataki nie były przypadkowe i poprzedziły je długie przygotowania. Przez ponad rok ukraińskie siły miały systematycznie niszczyć rosyjskie radary oraz elementy obrony przeciwlotniczej na Krymie. Dzięki temu osłabiano systemy wykrywania i obrony Rosji w tym regionie.
Rosja przyznaje się do problemów
Po ostatnich atakach rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że na okupowanym Krymie występują problemy z paliwem. W swoich wypowiedziach mówił wprost o "pewnych trudnościach", co jest interpretowane jako potwierdzenie zakłóceń w dostawach paliwa na Krymie. Sytuacja ta pojawiła się po serii uderzeń w rosyjską infrastrukturę energetyczną i logistyczną, które miały wpłynąć na stabilność zaopatrzenia w regionie.
Z kolei amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenił, że rosyjska ofensywa na wielu odcinkach frontu wyraźnie zwolniła, a w niektórych miejscach Rosjanie mają nawet tracić pozycje. Według analityków w kwietniu i maju Rosja miała stracić więcej terytorium, niż udało jej się zająć.
Dowódca Trzeciego Korpusu Armijnego Sił Zbrojnych Ukrainy Andrij Biłecki stwierdził natomiast, że najbliższe sześć–dziewięć miesięcy może być kluczowe dla przebiegu wojny. Warunkiem ma być utrzymanie presji na rosyjską logistykę wojskową oraz dalsze uderzenia w system zaopatrzenia armii Rosji.