Trump wyznacza termin dla Iranu. Groźba uderzenia w ciągu 10 dni
Biały Dom zaostrza kurs wobec Teheranu i stawia twarde ultimatum. Równolegle ajatollah Chamenenei szykuje plan sukcesji na wypadek kryzysu.
Najważniejsze informacje
- Rozmowy USA–Iran mają się odbyć w czwartek w Genewie z udziałem Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.
- Donald Trump nie wyklucza ataku na Iran w ciągu 10–15 dni, jeśli nie będzie postępu.
- Według doniesień ajatollah Ali Chamenei przygotował wielostopniową linię sukcesji w kluczowych instytucjach.
Waszyngton stara się wywrzeć presję na Teheran. Jak podaje "Daily Mail" na podstawie publikacji w amerykańskich mediach, specjalny wysłannik ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff oraz Jared Kushner mają w czwartek spotkać się z przedstawicielami Iranu w Genewie i sondować nowe porozumienie nuklearne. Jednocześnie prezydent Donald Trump zasygnalizował, że jeśli rozmowy nie przyniosą przełomu w ciągu 10 dni, rozważy użycie siły.
Kluczowym celem rozmów ma być zarys nowej umowy nuklearnej. "Daily Mail" wskazuje, że w tle dyplomacji Trump utrzymuje presję wojskową, nie wykluczając ataku w perspektywie 10–15 dni. Według regionalnych źródeł taka taktyka może na dłużej wybić Teheran z torów negocjacyjnych, a w razie fiaska Biały Dom miałby sięgnąć po uderzenia w cele reżimu. W ostatnich dniach w gabinecie owalnym miały przeważać dyskusje o szerszym planie działań.
USA zaatakują Iran? Ekspert ma wątpliwości
Z Teheranu płyną sygnały o mobilizacji. Ali Laridżani, doradca Chameneiego i wysoki urzędnik ds. bezpieczeństwa narodowego, stwierdził w rozmowie z Al-Dżazirą w Katarze: "Jesteśmy gotowi w naszym kraju. Jesteśmy zdecydowanie silniejsi niż wcześniej. Przygotowywaliśmy się przez siedem, osiem miesięcy. Znaleźliśmy nasze słabości i je naprawiliśmy. Nie szukamy wojny i jej nie zaczniemy. Ale jeśli nam ją narzucą, odpowiemy". Równolegle, jak opisuje "Daily Mail", najwyższy przywódca Iranu miał wyznaczyć czterostopniową linię sukcesji w wojsku i administracji, które nadzoruje.
Spór w Waszyngtonie o uprawnienia wojenne
W Kongresie rośnie sprzeciw wobec ewentualnej akcji zbrojnej bez zgody Izby Reprezentantów i Senatu. Posłowie Thomas Massie (republikanin z Kentucky) oraz Ro Khanna (demokrata z Kalifornii) zamierzają wnieść rezolucję War Powers, by ograniczyć możliwość uderzeń bez autoryzacji.
Rozumiem obawy dotyczące dużych operacji wojskowych na Bliskim Wschodzie, biorąc pod uwagę przeszłe uwikłania. Jednak głosy ostrzegające przed uwikłaniem zdają się ignorować konsekwencje pozwolenia, by zło pozostało bez kontroli - to z kolei stanowisko senator Lindsey Graham.
Protesty w Iranie i twarde komunikaty USA
Od początku roku w Iranie narastają protesty. Jak przypomina "Daily Mail", władze ograniczały łączność z Zachodem, w tym internet i połączenia telefoniczne, choć część informacji wciąż trafiała na zewnątrz dzięki technologii satelitarnej Starlink. W tym czasie Trump publicznie ostrzegał przed użyciem siły wobec demonstrantów i deklarował poparcie dla dążeń do wolności.
"Iran spogląda na WOLNOŚĆ, być może jak nigdy dotąd" - napisał w serwisie społecznościowym Truth Social, dodając: "USA są gotowe pomóc!!!". Departament Stanu podtrzymał ostry ton: "Nie igra się z prezydentem Trumpem. Kiedy mówi, że coś zrobi, to znaczy, że to zrobi".
W tle wspomnienie "Operation Midnight Hammer"
Tegoroczne napięcie nakłada się na zeszłoroczne doświadczenie militarne. W czerwcu administracja Trumpa skierowała wojsko do użycia bomb penetrujących o masie 30 tys. funtów, które – jak podawano – "zmiotły" trzy największe ośrodki nuklearne Iranu w operacji nazwanej "Operation Midnight Hammer". "Uderzenia były spektakularnym sukcesem militarnym" - mówił Trump w nocnym wystąpieniu dzień po akcji. W tamtym czasie USA współdziałały z Izraelem, a prezydent później sugerował, że decyzję o ataku podjął także z myślą o ewentualnym powrocie Iranu do rozmów.
Źródło: dailymail.co.uk