Ludzie śpią na ulicach. Polak o skutkach ataku na Liban

Izrael nasila ataki na Liban. Ludzie uciekają przed pociskami i możliwą interwencją lądową. - Śpią w prostych namiotach turystycznych, w samochodach, w prowizorycznych szałasach z tektury i kawałków tkanin, a czasem po prostu na ziemi - opisuje w rozmowie z o2.pl fotograf Rafał Grzelewski.

Dramatyczna sytuacja w Libanie po atakach IzraelaDramatyczna sytuacja w Libanie po atakach Izraela
Źródło zdjęć: © Getty Images, Rafał Grzelewski | Archiwum
Rafał Strzelec
  • To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
  • W tym odcinku rozmawiamy z Rafałem Grzelewskim, fotografem pracującym w Libanie, byłym pracownikiem organizacji humanitarnych.
  • Po ataku Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran Hezbollah włączył się do konfliktu. W odpowiedzi Siły Zbrojne Izraela (IDF) prowadzą ostrzał oraz naloty na obiekty organizacji w południowym Libanie i w Bejrucie.
  • Sytuacja prowadzi do kryzysu humanitarnego. Wiele osób ucieka na północ kraju. - W tym momencie szacuje się, że zarejestrowanych uchodźców wewnętrznych jest 800 tys., ale organizacje humanitarne wskazują, że może być ich nawet 1,5 miliona - mówi Rafał Grzelewski.

Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl: Jak często dochodzi do izraelskich ataków w Libanie? Czy ich celem jest infrastruktura Hezbollahu, czy też dochodzi do uderzeń na obiekty cywilne?

Rafał Grzelewski, fotograf pracujący w Libanie: Naloty na Liban mają miejsce codziennie z różną częstotliwością i w różnych miejscach. Jeżeli chodzi o sam Bejrut - do niedawna koncentrowały się one w strefie, z której prowadzona jest ewakuacja. Chodzi o kilka dzielnic na południu miasta, które stanowią razem z Bejrutem jedną tkankę miejską. Mieszka tam ludność szyicka. Szacuje się, że mieszka tam od 400 do 700 tys. osób. Musiały one w jednym momencie porzucić wszystko i opuścić tę dzielnicę z powodu zapowiedzi dotyczących przeprowadzenia bombardowania. Działania militarne rzeczywiście zaczęły się na dużą skalę i trwają z różną częstotliwością do dziś. Ta noc (z czwartku na piątek - przyp. red.) była w miarę spokojna w samej dzielnicy, natomiast dochodziło do ataków w innych częściach Bejrutu - tam, gdzie Libańczycy się w ogóle nie spodziewali.

Celem tych ataków oczywiście jest, jak wynika ze słów przedstawicieli armii Izraela, infrastruktura i bojownicy oraz dowódcy Hezbollahu. Natomiast atakowany obszar jest gęsto zaludniony. Niestety, dochodzi również do uderzeń w budynki cywilne. Niszczone są zwykłe domy. Niektóre kwartały ulic przypominają obrazki znane ze Strefy Gazy. W pasie o szerokości 40 km od granicy z Izraelem nakazano ewakuację. W tym momencie szacuje się, że zarejestrowanych uchodźców wewnętrznych jest 800 tys., ale organizacje humanitarne wskazują, że może być ich nawet 1,5 miliona. Ostatnie dane mówią o 687 ofiarach ataków, w tym o 98 dzieciach, 62 kobietach i 18 ratownikach medycznych. Liczba rannych to 1774 osoby.

Szef ministerstwa obrony Izraela Israel Katz zapowiedział rozszerzenie operacji w Libanie. Czy takie słowa wywołują jeszcze większy niepokój wśród Libańczyków? Tym bardziej że mówi się nawet o "przejęciu" części terytorium państwa.

Tak, oczywiście, bo to oznacza, że jeśli rzeczywiście miałaby powstać taka strefa buforowa trwale oddzielająca Liban od Izraela, to byłby to w praktyce pas ziemi niczyjej. Oczywiście nie wiadomo jeszcze, jak to się ostatecznie skończy, ale słuchając zarówno izraelskich analityków, jak i libańskich ekspertów, można się spodziewać, że dotychczasowe działania będą właśnie prowadziły do stworzenia takiego pasa oraz do trwałego przesiedlenia ludzi, którzy tam mieszkają. Dotyczyłoby to także wsi i miasteczek zamieszkanych przez chrześcijan. Wiadomo też, że część z nich odmówiła teraz ewakuacji i pozostaje na miejscu.

Patrząc jednak na ruchy wojsk izraelskich, na koncentrację sił i przerzucanie kolejnych dywizji, które wcześniej operowały w Strefie Gazy, wydaje się, że scenariusz operacji lądowej na południu kraju jest możliwy. Warto też przypomnieć, że Izrael już kiedyś okupował południowy Liban przez kilkanaście lat, tworząc tam właśnie taką wydzieloną strefę bezpieczeństwa. Niewykluczone więc, że w pewnej formie ten scenariusz może się teraz powtórzyć. To jest obszar, w którym Hezbollah ma bardzo silną pozycję i rozbudowaną infrastrukturę, trudną do zneutralizowania wyłącznie z powietrza. Stąd zapewne pojawia się przewidywanie, że konieczna może być jakaś forma operacji lądowej.

Jak na te doniesienia reagują władze Libanu?

Władze Libanu znajdują się w dość skomplikowanej sytuacji, ponieważ siły i środki, którymi dysponuje Hezbollah, prawdopodobnie w wielu aspektach, przewyższają możliwości armii libańskiej. Dlatego realna zdolność państwa do wpływania na decyzje Hezbollahu jest bardzo ograniczona. Można też odnieść wrażenie, że sama armia nie jest do końca skłonna do podjęcia bezpośredniej interwencji, mimo że rząd podkreśla, iż działania Hezbollahu są nielegalne i zapowiada konsekwencje wobec osób, które w nich uczestniczą. W praktyce wojsko wykazuje jednak dużą powściągliwość, jeśli chodzi o podejmowanie aktywnych działań przeciwko tej organizacji. Władze chcą uniknąć bratobójczego konfliktu.

Członkowie Hezbollahu wywodzą się przede wszystkim ze społeczności szyickiej, która jest jedną z najliczniejszych grup religijnych w Libanie. Jednocześnie szyici służą także w armii, dlatego otwarta konfrontacja mogłaby prowadzić do bardzo niebezpiecznych napięć wewnętrznych. Dlatego wojsko unika takiego scenariusza. Widać to również, gdy spojrzymy na potencjał militarny Hezbollahu. Co prawda od czasu zawieszenia broni w 2024 roku jego bojownicy byli systematycznie eliminowani w izraelskich operacjach, jednak organizacja wciąż zachowuje znaczną zdolność do stawiania oporu. Można więc odnieść wrażenie, że Izrael nie do końca trafnie oszacował skalę sił, jakimi ta milicja nadal dysponuje.

Jak w takim razie Libańczycy oceniają Hezbollah? Czy popierają organizację, która przecież wplątuje kraj w niepotrzebną wojnę?

Hezbollah jest jednocześnie partią polityczną, ruchem społecznym i organizacją posiadającą własne skrzydło zbrojne tzw. siły Radwan. Tradycyjnie cieszył się bardzo wysokim poparciem na południu Libanu oraz w społecznościach szyickich. Starałem się znaleźć badania opinii publicznej, które pokazywałyby poziom poparcia dla Hezbollahu w różnych grupach religijnych. Trzeba jednak pamiętać, że te badania mają pewne ograniczenia metodologiczne. Często nie są prowadzone np. telefonicznie, gdzie respondenci mogliby zachować większą anonimowość, lecz w formie bezpośrednich rozmów. Mimo to wynika z nich, że Hezbollah cieszy się wyraźnym zaufaniem przede wszystkim wśród szyitów. W innych wspólnotach religijnych poparcie jest znacznie mniejsze, choć w pewnym stopniu bywa on postrzegany jako forma oporu wobec zewnętrznego zagrożenia.

Wiele wskazuje jednak na to, choć są to raczej obserwacje o charakterze anegdotycznym, że zaufanie do Hezbollahu zaczyna stopniowo słabnąć. Kiedy słucha się głosów samych Libańczyków, można zauważyć, że coraz częściej postrzegają oni tę organizację jako czynnik, który w pewnym sensie wciągnął Liban w obecny konflikt. Po izraelskim uderzeniu na Iran przez kilka dni w Libanie panowała nawet pewna ulga. W mediach społecznościowych krążyły żartobliwe memy sugerujące, że Liban stał się nagle najbezpieczniejszym miejscem na Bliskim Wschodzie, bo nie jest atakowany ani przez Izrael, ani przez Stany Zjednoczone, ani przez Iran. Ten nastrój trwał jednak bardzo krótko. W tym czasie wielu Libańczyków miało nadzieję, że Hezbollah nie zdecyduje się na zbrojną odpowiedź, zwłaszcza po wyeliminowaniu irańskiego przywódcy duchowego.

Odpowiedź Hezbollahu miała raczej symboliczny charakter - wystrzelono kilka salw rakiet w kierunku północnego Izraela. Reakcja Izraela okazała się jednak znacznie silniejsza i trwa do tej pory. Rząd izraelski wyraził już zgodę na rozszerzenie listy celów, w tym również na uderzenia w infrastrukturę cywilną. Niedawno pojawiła się informacja o zbombardowaniu jednego z mostów, a kolejne cele zostały już zatwierdzone przez izraelskie władze.

Mówił Pan, że nawet 1,5 miliona osób w Libanie to osoby będące "wewnętrznymi uchodźcami". Jaka jest ich sytuacja? Jak żyją i czy jest ktoś, kto im pomaga w obecnej sytuacji?

Większość ludzi w pierwszej kolejności szuka schronienia u rodziny, znajomych czy przyjaciół w bezpieczniejszych częściach Libanu. Ci, którzy nie mają takiej możliwości, próbują wynająć hotele albo mieszkania, choć ceny bardzo szybko poszybowały w górę. Wydaje się jednak, że znaczna część tych osób trafiła do tymczasowych schronisk. Organizowane są one przede wszystkim w szkołach publicznych, ale także na stadionach miejskich. Jest jednak również grupa ludzi, która nie znalazła miejsca do zakwaterowania i nadal pozostaje na ulicach.

Całę rodziny, razem z dziećmi, na ulicach
Całę rodziny, razem z dziećmi, na ulicach © Rafał Grzelewski | Rafał Grzelewski

Ci ludzie żyją i śpią w bardzo trudnych warunkach, właściwie pozbawionych minimum godności. Całe rodziny nocują razem, często ze swoimi zwierzętami domowymi - psami, kotami czy nawet kanarkami. Śpią w prostych namiotach turystycznych, w samochodach, w prowizorycznych szałasach z tektury i kawałków tkanin, a czasem po prostu na ziemi, jeśli nie zdążyli niczego ze sobą zabrać. Na przykład na nadmorskiej promenadzie w Bejrucie, gdzie przebywa wielu z nich, nie ma dostępu do bieżącej wody, nie ma toalet, nie ma możliwości umycia się ani przygotowania ciepłego posiłku. Z każdym kolejnym dniem wojny, gdy szanse na powrót do domu pozostają niepewne, ta sytuacja staje się coraz trudniejsza do zniesienia, zwłaszcza dla osób starszych i chorych.

Pomoc dla nich dociera przede wszystkim od lokalnych i międzynarodowych organizacji działających w Libanie, ale także od licznych grup wolontariuszy, które bardzo szybko mobilizują się w momentach kryzysu. To zawsze budujące, jak wiele oddolnych inicjatyw powstaje przy restauracjach, klubach czy innych miejscach. Ludzie gotują tam posiłki i rozwożą je potrzebującym.

Odwiedziłem też jedną ze szkół, która została zamieniona w schronienie dla uchodźców. Przed wojną uczyło się tam około sześciuset uczniów, a dziś przebywa tam mniej więcej tyle samo osób, które uciekły z pobliskiej dzielnicy oddalonej zaledwie o kilka kilometrów. Klasy zamieniły się w coś w rodzaju salonów lub kuchni. W jednej sali mieszka czasem nawet dziesięć osób. Warunki są bardzo trudne. Wszyscy żyją w ogromnym ścisku.

Szkoła w Bejrucie zamieniła się w ośrodek dla uchodźców
Szkoła w Bejrucie zamieniła się w ośrodek dla uchodźców © Rafał Grzelewski | Rafał Grzelewski

Nie ma tam też możliwości przygotowania normalnych posiłków, brakuje odpowiednich toalet, pryszniców i podstawowych warunków higienicznych. To bardzo trudna sytuacja, która w teorii ma być tymczasowa. Na razie jednak nie widać wyraźnych sygnałów, że w najbliższym czasie może się ona poprawić.

Rozmawiał Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl.

Wybrane dla Ciebie
Głośno o Polaku w Niemczech. Zaatakował policjantkę
Głośno o Polaku w Niemczech. Zaatakował policjantkę
Putin tańczył na jej weselu. Dziś zarabia więcej niż w austriackim rządzie
Putin tańczył na jej weselu. Dziś zarabia więcej niż w austriackim rządzie
Macron stanowczo. Wojna na Bliskim Wschodzie nie będzie ulgą dla Rosji
Macron stanowczo. Wojna na Bliskim Wschodzie nie będzie ulgą dla Rosji
"Już się obudziła". Patrz uważnie pod nogi
"Już się obudziła". Patrz uważnie pod nogi
Tragiczny wypadek w Starej Hucie. Nie żyje pasażer. Kierowca był nietrzeźwy
Tragiczny wypadek w Starej Hucie. Nie żyje pasażer. Kierowca był nietrzeźwy
"Przez 20 lat stałam przy tobie". Była Miss ostro o Trumpie i Izraelu
"Przez 20 lat stałam przy tobie". Była Miss ostro o Trumpie i Izraelu
Świnoujście walczy z dzikami. Miasto prosi o pomoc
Świnoujście walczy z dzikami. Miasto prosi o pomoc
Zima wraca. Ochłodzenie już w ten weekend
Zima wraca. Ochłodzenie już w ten weekend
Tak przemierzały leśny trakt. Uchwyciła je fotopułapka
Tak przemierzały leśny trakt. Uchwyciła je fotopułapka
Rozpoznajesz? Natychmiast dzwoń na policję
Rozpoznajesz? Natychmiast dzwoń na policję
Wołodymyr Zełenski o wojnie na Bliskim Wschodzie. "Odciąga uwagę od Ukrainy"
Wołodymyr Zełenski o wojnie na Bliskim Wschodzie. "Odciąga uwagę od Ukrainy"
"Tak, naprawdę". Leśnicy pokazali zdjęcia i zaczęli tłumaczyć
"Tak, naprawdę". Leśnicy pokazali zdjęcia i zaczęli tłumaczyć