Pracuje na mrozie. Rodzice uczniów martwią się o "pana Stopka"
- Przetrzymam zimę, a kolejnej już ze mną w tym miejscu nie będzie. Przechodzę na emeryturę. Będzie marzł i męczył się ktoś inny - mówi "Gazecie Wyborczej" tzw. pan stopek - przeprowadzacz dzieci z Sosnowca. Mimo siarczystych mrozów, mężczyzna stoi przy przejściu dla pieszych nawet dwie godziny, bez żadnej przerwy. Losem "Stopka" przejęli się rodzice uczniów, którzy widzieli, jak trzęsie się z zimna.