Sonia Stępień
Sonia Stępień| 
aktualizacja 

Mija 8 lat od zaginięcia Ewy Tylman. Adam Z. zabił koleżankę z pracy?

111

Zaginięcie i śmierć Ewy Tylman to jedna z największych zagadek kryminalnych w historii Polski. 22 listopada mija równo 8 lat od dnia, kiedy 26-latka z Konina przepadła bez śladu w drodze powrotnej z firmowej imprezy. Nawet odnalezienie ciała młodej kobiety nie dało jej rodzinie upragnionego zamknięcia sprawy. Przed sądem dalej toczy się proces przeciwko Adamowi Z., koledze z pracy Ewy, oskarżonemu o jej zabójstwo. Czy mężczyzna jest winny?

Mija 8 lat od zaginięcia Ewy Tylman. Adam Z. zabił koleżankę z pracy?
Od zaginięcia Ewy Tylman mija 8 lat (Policja)

23 listopada bliscy Ewy Tylman zaczęli się niepokoić. Dzień wcześniej 26-latka opuściła Konin po weekendzie spędzonym z rodziną i udała się do Poznania, gdzie od kilku miesięcy mieszkała i pracowała w jednej z drogerii znanej sieci. Ten niedzielny wieczór miała spędzić na firmowej imprezie integracyjnej razem ze znajomymi z pracy.

Noc minęła, nastał poranek, a Ewa nie pojawiła się mieszkaniu. Jej chłopak zdawał sobie sprawę, że Ewa jest osobą towarzyską i zabawową, ale niewracanie na noc do domu nie było w jej stylu. Sytuację pogarszał fakt, że telefon 26-latki nie odpowiadał. Wkrótce na policję zgłoszono zaginięcie kobiety.

Śledczy w pierwszej kolejności skontaktowali się z osobami, z którymi Tylman spędzała wieczór i prześledzili zapisy z kamer monitoringu na trasie, którą według ich zeznań się poruszała. Prokuratura finalnie zabezpieczyła i przeanalizowała ponad 100 godzin materiału.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Oskarżony o zabójstwo Ewy Tylman: policjanci byli nieprofesjonalni

Ślad urywa się przy moście

Ustalono, że grupa najpierw bawiła się w kręgielni, by później przenieść się do pubu na poznańskim rynku. Z czasem towarzystwo zaczęło się rozpadać, a przy kieliszku została już tylko Ewa i jej kolega, Adam Z. Dwójka ostatecznie wylądowała w klubie "Mixtura" przy ul. Wrocławskiej. Wyszli stamtąd o godzinie 2:16.

Na nagraniach widać, że oboje imprezowiczów było wyraźnie nietrzeźwych. W pewnym momencie Ewa przewróciła się i pociągnęła za sobą Adama. Dopiero po chwili podnieśli się z ziemi i chwiejnym krokiem ruszyli w sobie tylko znanym kierunku.

Po raz ostatni kamery uchwyciły dwójkę o godzinie 3.18 w rejonie mostu św. Rocha nad Wartą. W tamtym miejscu Ewa jakby zapadła się pod ziemię.

Poszukiwania, Rutkowski, porwanie?

Służby kilkukrotnie przeszukiwały rzekę od strony wody i lądu. Z udziałem Adama Z. przeprowadzili eksperyment procesowy, w ramach których odtworzyli cały przebieg wieczoru z dnia zaginięcia. Sprawą żyły nagłówki wszystkich, lokalnych i ogólnopolskich gazet.

Zaginionej szukał też detektyw bez licencji Krzysztof Rutkowski i jego ekipa, która jednak ostatecznie nie doprowadziła do żadnych postępów w sprawie. Pomoc w akcji oferował także jasnowidz Krzysztof Jackowski. Wizjoner już na początku poszukiwań twierdził, że Tylman nie żyje.

Wokół sprawy narosło wiele teorii. Według jednej z nich Ewa została porwana dla okupu. Taką możliwość rozważał dziennikarz śledczy Janusz Szostak w swej książce "Urwane ślady". Reporter twierdził, że kontaktował się z nim mężczyzna, mający być świadkiem rzekomego porwania.

Co z zaginięciem miał wspólnego Adam Z.? "Niech ona się znajdzie, bo nie wybaczę sobie tego do końca życia"

Prokuratura przesłuchała blisko 400 potencjalnych świadków. Największą uwagę śledczy poświęcili oczywiście osobie, która Ewę widziała po raz ostatni. W rozmowie z policją Adam Z. wielokrotnie podkreślał, że feralnej nocy był kompletnie pijany i niczego nie pamięta.

Jak dowiedzieli się śledczy, dzień po zaginięciu Ewy 24-latek kontaktował się ze znajomymi. Joannie C., która także bawiła się na integracji, pisał, że szedł z Ewą do domu i "zgubił ją gdzieś po drodze". W głowie majaczyć miało mu wspomnienie 26-latki wsiadającej do autobusu, nie był w stanie jednak tej wizji sprecyzować.

Martwię się, bo to ja z nią szedłem i miałem ją odprowadzić do domu. Co się tam stało? Jeszcze ją zostawiłem samą. Czuję się winny. (…) Niech ona się znajdzie, bo nie wybaczę sobie tego do końca życia. To ja byłem za nią odpowiedzialny. (…). Nie chcę iść siedzieć za moją głupotę i alkoholizm. Siada mi psychika. A jak jej coś zrobiłem? - pisał do Joanny C. (Gazeta Wyborcza).

Kolega Ewy Tylman początkowo przyznał się do winy?

Mimo niejasnych okoliczności zdarzenia, a nawet zapewnień ze strony brata Ewy, że "Adam był jej dobrym kolegą i nie miał żadnych motywów, by zrobić jej krzywdę", Z. szybko stał się głównym podejrzanym w tajemniczej sprawie. Obciążały go zeznania trzech policjantów, którzy przesłuchali go jako pierwsi.

24-latek miał początkowo wyznać, że w drodze powrotnej z imprezy pokłócił się z Ewą, zepchnął ją ze skarpy przy moście, a potem nieprzytomną wrzucił do rzeki. Zeznania mężczyzny nie zostały jednak nagrane, funkcjonariusze sporządzili jedynie notatkę służbową, a prawo nie pozwala zastępować wyjaśnień podejrzanych notatkami policjantów.

Mówił, że Ewa się wyrwała, bo chciała iść w inną stronę niż on. Pobiegł za nią. Powiedział, że przy barierce próbował ją chwycić, mógł ją niechcący popchnąć. Ewa stoczyła się ze skarpy. Zszedł do niej. Była nieprzytomna. Zapytałem, dlaczego nie próbował jej pomóc. Odpowiedział, że spanikował i chciał wyrzucić z głowy złe myśli. Ten opis pobudzał wyobraźnię. Pokazywał, jak położył ciało w wodzie, a potem pchnął, by płynęło z nurtem rzeki. Uwierzyłem w tę relację - zeznawał późnej przed sądem policjant Rafał B.

Ciało znaleziono po pół roku

Na początku grudnia 2015 roku media zaczęły rozpisywać o prawdopodobnej śmierci poszukiwanej koninianki. Adam Z. usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym i trafił do aresztu. Później już ani razu nie przyznał się do popełnienia tego czynu. Podczas przesłuchiwań wielokrotnie zmieniał deklarowaną wersję wydarzeń.

Przeszło sześć miesięcy od zaginięcia, 25 lipca 2016 r. z Warty wyłowiono ciało Ewy Tylman. Znajdowało się 12 km od miejsca, w którym 26-latka widziana była po raz ostatni. Ze względu na znaczny rozkład zwłok biegli nie byli w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci. Przy ciele znaleziono torebkę i kartę bankomatową zmarłej.

Proces Adama Z. ruszył przed poznańskim sądem okręgowym w styczniu 2017 roku. Podczas rozpraw przesłuchano 75 świadków, w tym rodzinę ofiary i oskarżonego, przyjaciół i uczestników feralnej imprezy.

Przed sądem Adam Z. twierdził, że został przymuszony przez policjantów do złożenia zeznań. Utrzymywał, że znowu z 22 na 23 listopada 2015 roku nic nie pamięta. W czasie procesu poruszono m.in. temat orientacji seksualnej oskarżonego. Adam deklarował, że jest homoseksualistą, a w czasie toczącej się sprawy miał partnera.

Niektórzy członkowie rodziny mężczyzna twierdzili jednak, że Adam interesował się zarówno kobietami, jak i mężczyznami. Prokuratura uznała, że Ewa Tylman mogła wystraszyć się nachalnego zachowania kolegi, stąd wywiązała się ich kłótnia, która doprowadziła do szarpaniny i ostatecznie śmierci dziewczyny.

Winny, czy niewinny?

Po 843 dniach procesu, w kwietniu 2019 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. 23 stycznia 2020 Sąd Apelacyjny uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Z pierwszych wyjaśnień Adama Z. wynika wprost, że Ewa przed nim uciekała, potknęła się i wpadła do wody. Adam Z. widząc to, odwrócił się i uciekł jak tchórz. Brak jest podstaw do stwierdzenia, że Adam Z. dopuścił się zabójstwa. Jednak co najmniej powinien odpowiadać za nieudzielenie Ewie Tylman pomocy. Jak odchodził od rzeki, Ewa Tylman żyła, płynęła i on o tym wiedział - sąd uzasadnił wyrok uchylający (Rzeczpospolita).

Tym razem prokurator zażądał dla Adama Z. 15 lat więzienia, obrońca zaś wniósł o jego uniewinnienie - zarówno od zarzutu zabójstwa, jak i zarzutu nieudzielenia pomocy Ewie Tylman. 9 maja 2022 Sąd Okręgowy w Poznaniu ponownie uniewinnił Z.

Nie ma też dowodów, że oskarżony przyczynił się do tego, że Ewa Tylman znalazła się w rzece. Nie można wykluczyć, że Ewa Tylman znalazła się w wodzie bez udziału osób trzecich - sąd podał w uzasadnieniu.

Prokuratura nie dała za wygraną i kolejny raz odwołała się od wyroku. Proces apelacyjny miał ruszyć 26 września br. Jak dowiedział się portal o2.pl, sprawa apelacyjna została odwołana z pierwotnego terminu z uwagi na chorobę sędziego sprawozdawcy

Nowy termin rozprawy został wyznaczony na dzień 19 grudnia 2023 roku - przekazała nam Jagoda Ciężka z Sądu Apelacyjnego w Poznaniu.

Sonia Stępień, dziennikarka o2.pl

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić