M.K.: Cywilizacja europejska jest zbudowana na trzech filarach: filozofii greckiej, moralności judeochrześcijańskiej i prawie rzymskim. Uznawanie, że możemy się w jakiś sposób od tego oderwać, traktować, jakby w ogóle nie istniało, albo jakby nie było wartością, uważam za złe, głupie i niszczące. Trzeba pamiętać, że idee, które pochodzą z przeszłości, były wielokrotnie konfrontowane z rzeczywistością, wielokrotnie musiały przejść proces weryfikacji. Dobrym przykładem jest idea małżeństwa, która została przetestowana na wszelkie możliwe sposoby i wygląda na to, że jest optymalna, jeśli chodzi o organizację życia prywatnego ludzi. W dobrze uformowanym społeczeństwie jest miejsce także na inne modele, ale ten się sprawdza najlepiej. Ja bym broniła takich wartości jak dom, jak rodzina, bo uważam, że dom to jest nie tylko mieszkanie, budynek, ale i wartość duchowa. U nas w Polsce głęboko to czujemy i niszczenie tego poczucia, że jednostka nie musi sobie zawsze radzić sama, tylko ma jeszcze oparcie w rodzinie, jest szkodliwe. Na dodatek często jest tak, że w tych obszarach, na których znamy się najlepiej, pozostajemy konserwatystami. Jeśli ktoś jest wybitnym znawcą architektury, to będzie się zachwycać architekturą pochodzącą ze wszystkich epok i nie będzie nawoływał do zburzenia Kaplicy Sykstyńskiej. Oczywiście, w cywilizację europejską jest również obecnie wpisane pojęcie tolerancji. Tolerancja oznacza przede wszystkim, że nie jesteśmy agresywni wobec innych ludzi ze względu na to, że mają inne poglądy. To jednak nie oznacza, że nie możemy się spierać.